Grzybiarze na rykowisku
Grzybiarze poszli w las. Są hałaśliwi. Płoszą dzikie zwierzęta, które szukają schronienia w uprawach kukurydzy. Myśliwi będą musieli płacić plantatorom większe odszkodowania.
- 17.09.2006 21:42
- Po grzybiarzach zostaje w lesie zryta kijami ściółka, zniszczona grzybnia. Jakby hołdowali zasadzie \"po nas choćby potop” mówi oburzony Roman Laszuk, okręgowy łowczy Polskiego Związku Łowieckiego w Białej Podlaskiej. - Od świtu wjeżdżają do lasów samochodami. Hałasują, płoszą dziką zwierzynę, która ucieka w rozległe plantacje kukurydzy lub na tereny bagienne. Ta sytuacja uderza rykoszetem w myśliwych, gdyż muszą płacić plantatorom odszkodowania za spusztoszenia wyrządzone w zasiewach.
Okręgowy łowczy zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz: Presja grzybiarzy zakłóca również rykowisko jeleni. Płoszone byki są niespokojne. Ruja odbywa się na terenach bagiennych, a nie na otwartych polanach.
Rudolf Somerlik, prezes wojskowego koła PZŁ \"Łoś”, potwierdza, że grzybiarze wypędzają m.in. dziki na pola. Że niszczą uprawy leśne. - Wiem, że grzyby to dla wielu ludzi szansa na dodatkowy zarobek. Szkoda jednak, że tłumy dewastują lasy, zaśmiecają je torebkami foliowymi i innymi odpadkami - podkreśla.
Janusz Szostakiewicz, bialski konserwator przyrody, przyznaje, iż w tym roku mamy rekordowy urodzaj grzybów. Istne zatrzęsienie podgrzybków. Niemal każdy grzybiarz powraca z lasu z pełnym koszem. - Ale nie rozumiem, dlaczego wiele osób wchodzących do lasu krzyczy, gwiżdże, nawołuje się nawzajem. To głupota. Zmotoryzowani wjeżdżają samochodami w głąb lasu. Ta penetracja jest szkodliwa dla zwierząt - zauważa.
Janina Giermaz, zastępca nadleśniczego w Białej Podlaskiej, poinformowała nas, że Straż Leśna będzie stanowczo egzekwować przepisy zabraniające m.in. wjeżdżania samochodami do lasów. - Pojazdy należy zostawiać przy drogach publicznych - przypomina Giermaz.
Reklama













Komentarze