Dwie tony żywności wydaje każdego tygodnia grupa charytatywna przy bialskiej parafii św. Anny. Darczyńców nie brakuje, choć w obawie przed fiskusem nie chcą podawać nazw swoich firm. Mówią, że prawo nie sprzyja głodnym, bo najbezpieczniej nadwyżkę żywności wyrzucić.
Marek Pietrzela
25.10.2006 19:58
Kazimierz Jankowski, kierownik grupy charytatywnej, nie ukrywa problemu. - Około 140 osób z naszej parafii przychodzi po darmowy chleb. Raz w tygodniu dajemy najuboższym mleko w proszku, kasze, makarony, serki twarde i topione, ryż, śledzie, olej, masło i cukier. Nasi darczyńcy - piekarnie, hurtownie i sklepy - chcą zostać jednak anonimowi. Ich właściciele boją się, że mogą podzielić los słynnego już piekarza z Legnicy, który zbankrutował, bo za darowane bezrobotnym pieczywo musiał zapłacić gigantyczne podatki.
Doktor Riad Haidar, przewodniczący Komisji Społecznej Rady Miasta nie ukrywa, że oburza go istniejące prawo, które nie zwalnia z podatku dochodowego i VAT ofiarodawców chleba i innych produktów dla ubogich. - Mimo obietnic przed wyborami, politycy nie śpieszą się ze zmianą prawa. Głodni żebrzą o złotówkę, aby kupić chleb. Tymczasem nadmiar pieczywa jest często wyrzucany na śmietnik. Do czego to prowadzi? - ubolewa Haidar.
Ks. kanonik Zbigniew Bieńkowski, proboszcz parafii św. Anny dodaje, że istotna jest też pomoc Unii Europejskiej. Za pośrednictwem Caritasu parafia otrzymuje dary w opakowaniach oznaczonych symbolami UE. Jest tam m.in. cukier, olej i tłuszcz.
- Niestety, ludzie niezaradni i biedni krępują się poprosić o pomoc - mówi ks. Bieńkowski. I po chwili kieruje do stolika z wykazami obdarowanych ponad 80-letnią kobietę. Stała z boku i krępowała się podchodzić po dary.
- Bardzo dziękuję parafii i księdzu za pomoc. Wstydzę się. Nie chcę, aby ludzie widzieli, jak odbieram dary - mówi nam staruszka, która przyszła do kościoła o zmierzchu.
Ale jest także druga strona medalu. Sporo darmowej żywności trafia do rodzin patologicznych, z problemem alkoholowym, błękitnych ptaków. Wielu z nich jest przekonanych, że pomoc im się należy i koniec. Żadnej wdzięczności.
Pytany o wdzięczność obdarowanych ksiądz kanonik nie ukrywa, że przydałaby się pomoc choćby przy uprzątnięciu z liści placu parafialnego. Systematycznie pomaga zaledwie osiem osób. Mało, mogliby pomóc także inni.
Komentarze