Reklama
Kandydat do powiatu z zarzutami
Marek Borysiewicz, były dyrektor radzyńskiego Przedsiębiorstwa Państwowej Komunikacji Samochodowej i członek Zarządu Powiatu zasiada na ławie oskarżonych. Prokuratura zarzuciła mu przyjęcie trzech łapówek. Nie przeszkadza mu to jednak startować na radnego w powiecie.
- 03.11.2006 08:34
– Aż mi się słabo zrobiło, kiedy zobaczyłem, że znów kandyduje do władz powiatu. Przez 18 lat radzyński PKS był prywatnym folwarkiem. Wielokrotnie sygnalizowałem organom ścigania i NIK przekręty na paliwie, fałszowanie dokumentacji, zakupy i remonty z wolnej ręki. Sfabrykowano przeciwko mnie dowody jakobym miał ukraść 5 litrów paliwa. Wyjawiłem więc prokuraturze, że dałem dyrektorowi łapówkę w postaci złotej monety. Podobnie dwóch innych kolegów przyznało się do wręczania łapówek szefowi. Wojewoda już podziękował temu panu za kierowanie przedsiębiorstwem – opowiada radzyński kierowca Andrzej T., który w procesie swego byłego szefa występuje jako świadek.
Zarzuty wobec Borysiewicza dotyczą lat 1996–98. Prokurator oskarżył go, że jako dyrektor PPKS przyjął od kierowcy Krzysztofa N. 400 dolarów łapówki za obietnicę przydziału nowego autobusu. W 1997 r. za podobną przysługę miał przyjąć od Jana D. 250 dolarów. Natomiast w kwietniu 1998 r. miał wziąć od pracownika wspomnianą złotą monetę australijską o nominale 100 dolarów i wartości 1000 zł.
– Nie brałem łapówek. Czuję się niewinny. Oczywiście, spodziewam się wyroku uniewinniającego. Dlatego wystartowałem w wyborach do Rady Powiatu z komitetu „Nasz Powiat” – tłumaczy Marek Borysiewicz.
Kierujący komitetem wyborczym „Nasz Powiat” Leszek Rączka, energetyk i prezes koła wędkarskiego „Amur”, powiedział nam, że nie zna postępowania karnego dotyczącego Borysiewicza. – Nie interesują mnie plotki w tej sprawie. Nie znam szczegółów. Nie wiem, czy sprawa jest w sądzie – wyznaje.
Reklama













Komentarze