W ręce celników wpadł... kot. W dodatku kot bez paszportu.
20.12.2006 19:25
Funkcjonariusze odkryli mruczka, kiedy przed tygodniem w nabużańskich Kościeniewiczach (powiat bialski) kontrolowali fiata cromę, który przyjechał z Białorusi. Słysząc miauczenie, podnieśli maskę komory silnikowej i ujrzeli błyszczące oczy kota (patrz zdjęcie). Właściciel samochodu, Mikolaj Z. z Brześcia, był równie zaskoczony, jak celnicy. Zaklinał się, że kota nie zna, nie wie, skąd się wziął.
Marzena Siemieniuk, rzecznik prasowy bialskiej Izby Celnej, powiedziała nam, że zgodnie z przepisami weterynaryjnymi przywożone do naszego kraju zwierzęta domowe powinny mieć paszporty. - Pasażer na gapę dokumentu nie miał. W związku z wątpliwościami co do pochodzenia kota celnicy rozstrzygnęli je na jego korzyść. Darowali mu wolność. Pozwolili na pozostanie w Polsce - ujawniła wczoraj rzecznik Siemieniuk.
Marek Pietrzela
Komentarze