\"Tanie\" latanie nie takie tanie
Zanim zdecydujesz się skorzystać z okazji, upewnij się, czy rzeczywiście... jest to okazja.
- 27.12.2006 16:46
Za złotówkę do Dublina, za 99 zł do Paryża. Super okazja czy pomyłka w druku? Ani jedno, ani drugie - to tylko sprytny chwyt reklamowy. Chociaż tanie latanie wcale nie jest niemożliwe.
Linie lotnicze kuszą na każdym kroku. Zwłaszcza teraz, przed końcem roku. Celuje tu LOT, proponując \"25 tras za 99 zł”. W rzeczywistości, na większość kursów (np. Anglia) biletów już dawno nie ma, a na inne kosztują o wiele, wiele więcej. Jak to możliwe?
Niemal wszystkie linie lotnicze w reklamach podają tylko ceny biletu netto. Ma ona jednak niewiele wspólnego z tym, ile w rzeczywistości za niego zapłacimy. Bo trzeba jeszcze doliczyć: opłaty lotniskowe, paliwowe, ubezpieczenie bagażu i pasażera, za wystawienie biletu (takze elektronicznego), prowizje, lokalne podatki, a nawet opłaty za skorzystanie z telefonicznego call center.
Prawdziwym kuriozum są
Prowizja za ten przywilej w Locie wynosi 50 zł, a w Ryanair - 21 zł. Przelew na konto też kosztuje. Np. w Centralwings - 10 zł.
To, ile prawdy znajdzie się w reklamie, określają wewnętrzne przepisy danego kraju. Niemcy zmusiły linie lotnicze do podawania pełnych cen za przeloty. W Polsce promocje typu \"bilet za złotówkę” są na porządku dziennym. Unijni urzędnicy chcą, by żaden przewoźnik nie wprowadzał swoich pasażerów w błąd. Na razie rzeczywiste ceny biletów podają tylko SN Brussels Airlines, Finnair i Norwegian.
Obowiązek rzetelnego informowania o cenach biletów ma zacząć obowiązywać w przyszłym roku. Do tego czasu warto zwracać uwagę na wysokość tzw. \"opłat lotniskowych”. Pod tym hasłem często kryje się kilkaset złotych prowizji przewoźnika, pośrednika, czy biura podróży. Tymczasem sumy, jakie linie płacą za korzystanie z lotnisk, nie przekraczają kilkudziesięciu złotych za jednego pasażera (patrz ramka).
Na kolejne \"haczyki” trafiamy zwykle już realizując transakcję w internecie. Kupując bilet np. w Ryanair trzeba się nieźle nagimnastykować, by nie uiścić dodatkowej opłaty za ubezpieczenie (56 zł), czy za każdą sztukę bagażu (po 42 zł).
Jeśli na interesujący nas lot nie ma akurat promocji, to może się okazać, że w tzw. tanich liniach zapłacimy wcale nie mniej niż w Locie czy Lufthansie. Poza tym \"tani” przewoźnicy oszczędzają na czym się da. Pasażer zwykle nie dostaje gazet, a coś do jedzenia czy picia dostanie, jeśli dodatkowo za to zapłaci. A ceny... warszawskie. Dla przykładu - małe piwo (0,25 l) na pokładzie samolotu Centralwings będzie nas kosztować 7 zł.
Niskobudżetowi przewoźnicy korzystają też z tańszych lotnisk, które zwykle leżą dalej od centrów miast. W samolotach nie ma też numerowanych miejsc. Przy wsiadaniu obowiązuje zasada \"kto pierwszy ten lepszy”. Wyjątkiem są Sky Europe i Centralwings.
Zanim zdecydujemy się na korzystanie z usług takiego przewoźnika, warto jeszcze sprawdzić czy niska, promocyjna cena dotyczy kursu w obie strony. Nierzadko złotówkę zapłacimy za lot tam. A za powrót przyjdzie nam słono zapłacić.
Jeszcze bardziej uderzy nas po kieszeni, jeśli spóźnimy się na samolot. Wtedy nie pozostaje nam nic innego jak kupić nowy bilet. Ta zasada, niestety, nie działa w obie strony. Czekanie godzinami na lotnisku na \"opóźniony” samolot tanich linii to już tradycja.
Dlatego, szukając okazji, nie możemy zapominać o ofertach tzw. linii tradycyjnych. Tu też promocji nie brakuje, a komfort usług bez porównania. Aktualne oferty można sprawdzić np. na stronie www.aero.pl, czy www.lataj.pl. Nie warto jednak korzystać z pośrednictwa portalu przy zakupie biletu. Zapłacimy mniej, jeśli kupimy go bezpośrednio od przewoźnika.
Reklama
Komentarze