Dr Adam Wilczewskim, polityk Platformy Obywatelskiej, jest mistrzem w organizowaniu czasu pracy.
MAREK PIETRZELA,Pietrzela@dziennikwschodni.pl
05.01.2007 18:19
Twierdzi, że potrafi połączyć służbę publiczną, czyli funkcję wiceprezydenta, z pracą na uczelni, gdzie jest prodziekanem ds. nauki. I w dodatku bez szkody dla każdej działalności.
Wiceprezydent nie tylko sprawuje funkcję administracyjną w Zamiejscowym Wydziale Wychowania Fizycznego AWF, ale także prowadzi zajęcia ze studentami. Razi to niektórych pracowników naukowych AWF. - Dziwne, że doktor nie zrzekł się funkcji na uczelni. Jak można być jednocześnie na dwóch posadach i w dwóch miejscach - pyta jeden z nich.
Dr Wilczewski nie widzi w tym nic dziwnego. Posądza kolegów z zwykłą zawiść. - Może niektórzy zarzucą mi pazerność...Szkoda, że nie mówią tego w oczy - mówi. - Przed przejściem do Urzędu Miasta uzgodniłem z dziekanem i rektorem, że będę kończyć rozpoczęte prace na AWF. Do końca marca musimy przygotować 11 pozycji książkowych. Od 20 lat prowadzę też badania z antropomotoryki. Nie mogę przerwać tych działań jako szef grupy.
Podkreśla, że jako wiceprezydent, ma nie normowany czas pracy. Siedzi jednak w gabinecie UM od 7.30 do 15.30. Później przenosi się na uczelnię. Popołudniami jest też prezesem Klubu AZS AWF. Przedwczoraj jednak zrezygnował z funkcji przewodniczącego rady do spraw sportu przy prezydencie.
Dziekan prof. Ryszard Cieśliński, powiedział nam, że przeprowadził rozmowę z przygotowującym się do habilitacji dr. Wilczewskim. - Zaproponowałem, aby przemyślał, czy chce łączyć te funkcje. Na razie przez okres sesji i egzaminów jest to konieczne. W razie potrzeby zrobimy wybory uzupełniające w uczelni - wyjawia dziekan.
Taki układ nie zachwyca prezydenta Andrzeja Czapskiego, ale nie chce go komentować. - Nie ma formalnych przeszkód. Wyraziłem zgodę na pracę mojego zastępcy w AWF.
Komentarze