Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Zbieram wieczorami, sprzedaję o świcie

Rozmowa z Henryką Ściślak, handlującą grzybami na zamojskich targowiskach
- W okolicach Zwierzyńca. Tam jest najwięcej lasów, a ja dobrze znam całą okolicę, bo stamtąd pochodzę. Zajmuję się zbieraniem od wielu, wielu lat. To dla mnie żadna nowość. - Z całą rodziną chodzimy do lasu pod wieczór. Zajmuje nam to kilka godzin, a następnego dnia już jestem w Zamościu i handluję. Trzeba je sprzedać szybko, kiedy są jeszcze świeże. Grzyby szybko się psują. - Oczywiście jesień, choć sporo grzybów było już w czerwcu. Ale w porównaniu z zeszłym rokiem jest dużo gorzej. Wtedy do lasu chodziłam i przed i po obiedzie i zawsze wracałam z pełnym koszykiem. Był dzień, że uzbierałam 70 kilogramów. W tym roku jest marnie, a większość grzybów robaczywa. - Przez nieodpowiedzialne zachowanie ludzi. Chodzą po lesie tak, że wiele okazów zwyczajnie rozdeptują. Poza tym zostawiają po sobie góry śmieci. Grzyby w takich warunkach rosnąć nie chcą, a jeśli już to nie są dobre. - Możliwe, ale rewolucji nie będzie. Tak czy inaczej grzybów nie zabraknie aż do września. - Tak, na to nie mogę narzekać. Wiele osób pyta mnie przy okazji, gdzie je uzbierałam i potem sami odwiedzają te miejsca. Ale młodzi raczej wolą przyjść na gotowe. Nie mają czasu na spacery po lesie.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama