Szansa na dobre życie
Zgłosiły się pierwsze rodziny, które chcą zabrać czteromiesięcznego Jasia do domu. Przyjęciem chłopczyka są też zainteresowane zakonnice z Szaflar.
- 17.08.2007 12:16
Do Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Lublinie zwróciła się rodzina z Chorzowa oraz samotna pani z Gdyni. Chcą wziąć małego do domu. Chętne do zaopiekowania się dzieckiem było też małżeństwo z Koszalina. Musieli jednak zrezygnować, bo również mają dziecko chore na mukowiscydozę i istniało ryzyko zarażenia dzieci od siebie. Odezwał się także Rodzinny Dom Dziecka \"Pokój i Dobro” z Szaflar prowadzony przez siostry zakonne. Ta niepubliczna placówka opiekuńczo-wychowawcza funkcjonuje od 4 lat.
- Najlepsza byłaby jednak rodzina zastępcza - mówi Anna Hałasa z sekcji ds. rodzin zastępczych MOPR. - Ale nawet gdyby Jasio trafił do zakonnic, będziemy szukać dla niego rodziny zastępczej. Bo dom dziecka to tylko taka alternatywa dla szpitala.
Przypomnijmy. Jaś urodził się w lubelskim szpitalu przy ul. Lubartowskiej. W tej chwili jest w szpitalu w Poniatowej. Żadna inna placówka nie zgodziła się go przyjąć. Nie chciały go również domy dziecka, bo Jasio cierpi na ciężką, nieuleczalną chorobę genetyczną - mukowiscydozę. Brat bliźniak, który miał ciężką postać tej samej choroby zmarł. Matka, Białorusinka, zostawiła obu chłopców tuż po narodzinach. Malec codziennie musi przyjmować leki, co kilka godzin musi mieć inhalację i odciągany śluz. Inaczej mógłby się udusić.
- Dlatego Jasio potrzebuje przede wszystkim kochających rodziców - mówi Ryszarda Bartnik, wolontariuszka, która pomaga dziecku.
Niestety, rodziny, które się zgłosiły, nie są przeszkolonymi rodzinami zastępczymi. Dlatego potrzebna będzie opinia miejscowego ośrodka pomocy rodzinie o tych ludziach. A potem wszystko w rękach lubelskiego sądu. Jeśli im zaufa, wtedy po tygodniu lub dwóch mały może do nich trafić.
Na razie małym Jasiem opiekują się pielęgniarki ze szpitala w Poniatowej. - Specjalnie zwiększyliśmy obsadę na tym oddziale. Pielęgniarki nie spuszczają małego z oczu. Zostanie u nas, dopóki nie znajdzie się dla niego dom - zapewnia Karol Stpiczyński, dyrektor Szpitala w Opolu Lubelskim (z oddziałem w Poniatowej).
Reklama
Komentarze