Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pęka trzon drużyny

Ryszard Kuźma, trener II-ligowego Motoru, twierdził kilka dni temu, że działacze lubelskiego klubu powinni zrobić wszystko,
aby zatrzymać w drużynie Pawła Tomczyka, Piotra Karwana i Daniela Koczona. Pierwszy z nich już pożegnał się z zespołem, odchodząc do Wisły Płock. Wcześniej lubelski klub opuścił jego wychowanek - Piotr Prędota. Była to bardzo dotkliwa strata. Odszedł piłkarz, który jesienią rozegrał wszystkie mecze w pełnym wymiarze. Wprawdzie nie był tak skuteczny, jak w poprzedniej rundzie, ale miał na koncie wiele podań, otwierających kolegom drogę do bramki. Tomczyk również był kluczowym zawodnikiem. Kreował grę na prawej obronie, inicjował wiele akcji ofensywnych i od dawna było wiadomo, że interesuje się nim II-ligowiec z Płocka, trenowany przez Leszka Ojrzyńskiego, który Tomczyka dobrze znal z występów w Pruszkowie. Wypełnianie luk po tych graczach nie będzie łatwym zadaniem, a szkoleniowców czeka więcej pracy, niż sądzili. Groźba następnych odejść jest jak najbardziej realna. Wiele wskazuje na to, że niedługo z Motorem mogą pożegnać się Piotr Karwan i Daniel Koczon, jeden z najskuteczniejszych II-ligowców, jesienią najlepszy snajper lubelskiej ekipy. Karwan otrzymał kuszącą ofertę Górnika Łęczna, natomiast Koczon zastanawia się nad przenosinami do... II-ligowej Lechii. Wcześniej miał szansę trafić do Górnika Zabrze, w którym był nawet testowany, jednak najnowsza, bardzo konkretna, propozycja nadeszła w sobotę z Gdańska. Udało się nam dowiedzieć, że jeden ze skautów Lechii od dłuższego czasu obserwował Koczona, dlatego działacze gdańskiego klubu oczekują szybkiej decyzji. Piłkarz nawet nie byłby testowany, najwyżej przeszedłby badania lekarskie. Przeszkodą nie byłaby także wciąż aktualna umowa (obowiązująca do końca czerwca) z Motorem. W jednym z punktów kontraktu zaznaczono, że gdyby Koczon chciał odejść, kwota odstępnego wynosiłaby tylko... 5 tys. zł. I tego uzgodnienia jeszcze nie udało się zmienić, chociaż w kuluarach mówi się, że Motor przedstawił Koczonowi nowe, lepsze warunki umowy. Odejście Prędoty i Tomczyka nie wywołało większego zaniepokojenia zarządu Motoru. - Jest nam przykro, że tracimy takich zawodników, jednak nie wpadamy w panikę. - stwierdził prezes Waldemar Paszkiewicz. - Zmiany barw klubowych w okresie transferowym to chyba normalne zjawisko. Na rynku są zawodnicy, którzy mogą do nas dołączyć. Rolą trenera jest rozejrzeć się za takimi piłkarzami, a naszą zabezpieczenie środków na kadrowe ruchy. W tej chwili nie słyszałem, aby do Prędoty i Tomczyka chcieli dołączyć kolejni gracze. Podobną opinię wyraził wcześniej prezes Polish Sport Promotion, warszawskiej firmy, która z Motorem ma utworzyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. On także uważa, że kadrę zawsze można skompletować. Tymczasem, próby uzupełnienia składu nie są zbyt imponujące. Na treningach pojawiło się kilku graczy z niższych lig. Przedłużają się rozmowy z doświadczonym bramkarzem Kubą Wierzchowskim, który swoje usługi zaoferował też m.in. w Łęcznej, Świdniku i Zamościu. Motor poniósł dotychczas zdecydowanie więcej strat. - I to mnie martwi najbardziej - powiedział jeden z piłkarzy lubelskiej drużyny. - Tracimy ważne ogniwa, a przecież naszą największą siłą była zgrana ekipa. Do starej kadry należało dobrać dwóch, trzech zawodników i jestem pewny, że nasza gra byłaby jeszcze lepsza. Teraz zanosi się na większe zmiany, które nie muszą korzystnie wpłynąć na postawę całego zespołu.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama