Reklama
Urzędnicy rozpędzeni na cztery wiatry
Marszałek Krzysztof Grabczuk rozwiązał departament podejrzewany o stronniczość i korupcję.
- 23.04.2008 19:40
Lont podpaliliśmy ujawniając, że z urzędu wyciekły dokumenty.
- Tylko tak mogę uzdrowić sytuację. Nie pozwolę, żeby urzędnicy służyli wybranym grupom. Decyzję podjąłem po przemyśleniu skarg przewoźników, zapoznaniu się ze wstępnymi wynikami kontroli wewnętrznej w departamencie oraz po ujawnieniu wycieku - mówił wczoraj Krzysztof Grabczuk. - Główne zarzuty to stronniczość, bałagan w dokumentacji oraz brak nadzoru.
Co na to przewoźnicy? - Wreszcie ktoś zrobił porządek i skończył z kolesiami - cieszy się jeden z nich. Inny się martwi: Czekamy na aktualizację rozkładów jazdy. Mam nadzieję, że nie będzie z tym problemu.
Przypomnijmy. W jednym z lubelskich komisów policjanci znaleźli dokumenty dotyczące przewozów. Okazało się, że z urzędu wyniósł je Mariusz J., były pracownik departamentu transportu.
Jak ujawniliśmy ten sam, który w grudniu ub. roku oskarżył swoich kolegów i przełożonych o faworyzowanie niektórych przewoźników i oferowanie pieniędzy za przymykanie oka na ich wpadki. W poniedziałek marszałek go zwolnił. Sprawę wycieku bada prokuratura, podobnie jak zarzuty Mariusza J.
Grabczuk nie chciał wczoraj podać przykładów przewinień konkretnych pracowników. Dodał jednak, że potwierdziła się część zarzutów stawianych przez Mariusza J. 26 urzędników z departamentu transportu czeka weryfikacja.
Ci, którym się to uda, dostaną propozycję pracy w innych komórkach urzędu. Pozostali stracą posady. A sprawami przewoźników zajmą się pracownicy działów organizacyjnego, kontroli oraz mienia.
Dyrektor zlikwidowanej komórki Gabriel Karski od poniedziałku jest w szpitalu. Co się z nim stanie, gdy wróci ze zwolnienia - tego marszałek nie chciał powiedzieć. Wiadomo, za to, że do dymisji nie poda się wicemarszałek Jacek Sobczak (PO), który od półtora roku nadzorował pracę departamentu transportu.
Reklama
Komentarze