Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

O problemie, co zalazł za skórę

Rozmowa z dr. Januszem Słodzińskim z lubelskiego sanepidu
• Do poradni chorób zakaźnych w Lublinie zgłasza się codziennie od kilku do kilkunastu osób zaatakowanych przez kleszcze. To już znak, że musimy uważać, kiedy wybieramy się w plener? - Atak kleszczy jest związany ze wzrostem temperatury. Kleszcze robią się wtedy aktywne i trwa to do października. Ich zwiększonej aktywności sprzyja też łagodna zima, która pozwoliła przetrwać wielu osobnikom. - I od kilku lat obserwujemy wzrost zachorowań na boreliozę. W ub. roku w naszym województwie było 497 przypadków tej choroby. Mieliśmy także kilka przypadków odkleszczowego zapalenia opon mózgowych. Przypadków tej drugiej choroby jest o wiele mniej, ponieważ jest na nią szczepionka. A poza tym, więcej kleszczy jest zakażonych wirusem boreliozy niż zapalenia opon mózgowych. - Wygląda, jak czerwona obrączka blednąca w środku. Ma średnicę ok. 5 centymetrów i tendencję do powiększania się. Lekarz musi podać antybiotyki - Musimy po prostu uważać. Niestety, ślina kleszcza ma właściwości znieczulające, dlatego najczęściej nie zauważamy, kiedy ugryzie. Po powrocie ze spaceru trzeba więc obejrzeć głowę, stawy kolanowe, łokciowe, ręce i nogi. Tam lubią się zagnieżdżać kleszcze. Sprawdzają się środki odstraszające dostępne w handlu, którymi możemy się posmarować. - Najlepiej pójść do lekarza, który fachowo kleszcza wyjmie. Chodzi o to, aby go nie ukręcać, nie rozgniatać, aby nie wycisnął do naszego organizmu zakażonej śliny.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama