Wśród szczurów U Alfreda
Niedomyte garnki i brud sprawiły, że sanepid zamknął dziś gospodę U Alfreda przy ul. Peowiaków. Inspektorzy obejrzeli też z polowania na szczura na zapleczu knajpy.
- 06.05.2008 17:45
Przerażona kobieta chowa się w kącie przed biegającym u jej stóp szczurem. - Pani spier... stamtąd! Ucieka pani! - krzyczy do niej mężczyzna. Kobieta ucieka, zaczyna się polowanie, a po niecałej minucie spory szczur ginie zgnieciony szczotką do podłogi. - Mówiłem, że go dojadę! - słychać zza kadru.
Taki film można obejrzeć w serwisie internetowym YouTube. Ten, kto go tam zamieścił napisał, że to \"jedno z wielu polowań w kuchni Gospody u Alfreda”.
To jedna z bardziej popularnych lubelskich restauracji, mieszcząca się tuż obok gmachu Teatru Osterwy. Najprawdopodobniej film nakręcił ktoś z pracowników lokalu. W sieci trzy tygodnie temu umieścił go internauta o pseudonimie \"piotrus1600”.
Informacja o krążącym w sieci filmie dotarła do inspektorów sanitarnych, do których dzwonił też jeden z klientów z informacją, że widział w lokalu gryzonia. Nalot sanepidu potwierdził te sygnały.
- Jest gorzej niż źle - mówi Paweł Policzkiewicz, szef Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej. - Nie mogę czekać. Zamykam lokal do czasu usunięcia uchybień.
A lista jest długa. - Wszędzie jest totalny brud, zaplecze jest w fatalnym stanie, szczególnie zmywalnia naczyń, gdzie czuć fetor. Zmywarka jest nieczynna, garnki są niedomyte, nigdzie nie ma żadnych instrukcji, jak personel ma postępować - wylicza Policzkiewicz. - Znaleźliśmy też odchody gryzoni. Otwory wentylacyjne są niedostatecznie zabezpieczone, więc pewnie dlatego sobie tak swobodnie hulają.
- Nie jestem od udzielania informacji. Proszę rozmawiać z szefem - mówi nam kobieta w restauracji i podaje numer komórki.
- Chcemy jak najszybciej wyjaśnić tę sprawę, dlatego wynajeliśmy profesjonalną ekipę, która ustali skąd wziął się szczur i dokona czynności związanych z deratyzacją lokalu. Bieżące uchybienia usuniemy jak najszybciej. Otwarcia restauracji spodziewamy się jeszcze w tym tygodniu - odpowiada nam Tomasz Banachiewicz, współwłaściciel jadłodajni.
Jednak lokal będzie mógł działać ponownie, gdy jego szefowie uporają się z uchybieniami. Na razie mają do zapłacenia 500 zł mandatu.
Reklama
Komentarze