Tiry wystają pod bramą azotów
Nawet po kilkadziesiąt godzin muszą czekać TIR-y w kolejce po nawozy i chemikalia przed Zakładami Azotowymi w Puławach.
- 09.05.2008 11:50
- Przyjechałem w nocy, zarejestrowałem się w biurze zakładów i tak tu czekam już szesnastą godzinę. Pewnie wyjadę stąd jutro. W tym czasie nie zarabiam - narzeka pan Franciszek z Zamościa, który przyjechał po mocznik. - Na szczęście mam telewizor. Oglądam wiadomości, czasem jakiś film, a jak się znudzi to poczytam gazetę.
Najgorzej jest w weekendy. Parking pęka wtedy w szwach, a kolejka wydłuża się do kilkudziesięciu godzin. - Trudno opisać ten bajzel: jedna wielka walka o miejsca parkingowe. Ze sto TIR-ów tu koczuje. A na terminalu dwie ciężarówki ładowane są przez 8 godzin. Współczuję ludziom, którzy tu przyjeżdżają z Pomorza czy Śląska - mówi pan Adam z Radomia.
Pełniący obowiązki kierownika Grzegorz Kulik z działu Komunikacji Korporacyjnej Zakładów Azotowych Puławy zapewnia jednak, że firma zrobi wszystko, by kierowcy czekali krócej.
- Spółka dokłada wszelkich starań, aby zminimalizować czas oczekiwania na załadunek produktów. Obecnie na instalacji mocznika montowane są automatyczne linie pakujące. Kolejki mają charakter przejściowy i wynikają z przechodzenia na nowy system pakowania i załadunku, który w przyszłości zdecydowanie skróci czas oczekiwania - mówi.
Kolejki to nie jedyny problem kierowców. Według nich obsługa klienta przy odprawach jest fatalna, a wzywanie ciężarówek przez megafon to powrót do czasów PRL.
- O, słyszy pan? Nadają! Jakie tam nazwisko podali? Roduś, Raduń? Ten bełkot ciężko w ogóle czasem zrozumieć, już na dworcach jest lepiej. A jak nie usłyszysz trzy razy, to do widzenia. Czekanie od nowa. Zupełnie jak w poprzedniej epoce - dodaje zrezygnowany pan Bogdan z Ciechanowa. - W zakładach azotowych w innych miastach przynajmniej wołają przez CB radio, a w Tomaszowie Mazowieckim dzwonią na komórkę - mówi.
W pobliżu zakładów jest hotel - ceny: od 20 do 40 zł. Ale kierowcy nie chcą z niego korzystać. Nie podoba im się również to, że jedyny sklep z barem i ciepłym jedzeniem w okolicy czynny jest tylko do godz. 15.
- Nie mogę pójść do hotelu, bo muszę czuwać na parkingu. W pokojach przecież nie wywołują - mówi pan Adam, który przesiedział w swoim Manie ponad osiemnaście godzin. - Bar niby jest i można zjeść obiad, ale wielu z nas przyjeżdża tu wieczorem albo w nocy. Wtedy wszystko jest pozamykane - dodaje.
Grzegorz Kulik bije się w pierś. - To faktycznie jest spory problem. Zapewniam, że w najbliższym czasie kierowcy będą informowani o kolejności załadunku przez CB radio. Planowana jest także rozbudowa systemu informatycznego o funkcję powiadamiania przez SMS. System ten umożliwi kierowcom oczekującym na załadunek korzystanie ze sklepów lub hotelu. W dalszej perspektywie przewidujemy modernizację kolejnych pakowni i budowę terminalu z niezbędną infrastrukturą, taką jak poczekalnia, toalety czy prysznice - kończy.
Reklama













Komentarze