Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama
Wiadomości:

Magazyn

Anioł prowadzi ku lepszemu życiu

Anioł prowadzi ku lepszemu życiu

Nagrobek jest traktowany jako wizytówka zamożności. Przy tym granitowym spotka się rodzina odziana w futra, przy tym z lastriko raczej w przetarte na rękawach płaszcze. Ale i jednych, i drugich przywiodła tu pamięć o tych, co odeszli... Cmentarze były swoistym przeglądem trendów artystycznych dominujących w rzeźbie danego okresu. Widać to bardzo dobrze na najpiękniejszych polskich miejscach wiecznego spoczynku – warszawskich Powązkach, krakowskim Rakowickim, zakopiańskim Pęksowym Brzyzku, a nawet na lubelskiej Lipowej. Historycy sztuki twierdzą, że to wiek XIX był apogeum sztuki rzeźbiarskiej tworzonej ku upamiętnieniu zmarłych. Symbolika Rzeźba cmentarna miała swoją symbolikę: złamane drzewo – symbol przerwanego ludzkiego życia, bluszcz – symbol życia wiecznego, motyw zrywania więzów przez postać stojącą nad grobem to wyraz idei, że tylko poprzez śmierć możemy stać się wolni, anioł wyprowadzający zmarłego lub sypiący mak nad grobem to przewodnik w nowym życiu, etc., etc. Po wojnie zmieniły się trendy, nie mówiąc o sytuacji społecznej i zubożeniu społeczeństwa. Zmieniła się też obyczajowość i kultura, a może raczej nastąpił pewien brak kultury. Zamówienie pomnika nagrobnego z jednej strony postrzegano jako przejaw drobnomieszczańskiej pychy, z drugiej zaś urażało artystyczną duszę wielu twórców. Spójrzmy dziś – wszechogarniające lastryko, groby jak ze sztancy, identyczne, pustynia. Żaden anioł, stojąc nad grobem, nie opłakuje naszych zmarłych, żaden im nie towarzyszy, nie prowadzi na tamten lepszy świat. Wszyscy jesteśmy tacy sami. I sami. Lubelskie nekropolie – Cmentarz rzymsko – katolicki powstał w 1795 roku, późniejszy jest prawosławny, z połowy XIX wieku, i ewangelicki, z lat 80–tych XIX wieku. Wszystkie usytuowane są przy ul. Lipowej – wyjaśnia Anna Zabiegła z Wojewódzkiego Oddziału Służby Ochrony Zabytków w Lublinie – W 1914 roku powstał wojskowy dla pochowania żołnierzy austriackich. Później tam były kwatery legionistów, groby osób zasłużonych. Od strony ul. Białej pochowano żołnierzy radzieckich. Ich groby zostały ostatnio odnowione z funduszy ambasady radzieckiej. Nekropolia, znana jako „cmentarz przy Lipowej”, została objęta ochroną konserwatorską. W akcie wymieniono granice ogrodzenia, bramy, nagrobki powstałe przed 1945 rokiem i drzewostan. Co to znaczy? – To znaczy, że na wszystkie przeróbki, jakich chciałby dokonać dysponent grobu sprzed 45 roku, musi być zgoda konserwatorska. O taką trzeba wystąpić za pośrednictwem dozoru cmentarza. Jak dodaje Anna Zabiegła, nekropolia przy ul. Lipowej wyraźnie ulega pozytywnym zmianom. Cmentarz jest zadbany, coraz mniej działań samowolnych, choć, oczywiście, ludzie miewają pomysły zupełnie niezgodne z charakterem zabytkowych pomników – na przykład opaskę wokół nich wykonują z... płytek łazienkowych. Takie działania są zabronione. – Potrzeby są olbrzymie. Co roku pracom konserwatorskim poddaje się kilka, kilkanaście zabytkowych nagrobków, a należałoby remontować kilkadziesiąt. Kamienna Pieta – Sobie to ja zatrzymam czas – mówi rzeźbiarz Witold Marcewicz. – Wykuję siebie przy pracy. Niedokończonej. Na razie mi się nie spieszy, dobrze się czuję – żartuje. Na cmentarzu przy ul. Lipowej kilku mężczyzn ciężko pracuje przy montowaniu pomnika z granitu, zamówionego przez lubelską rodzinę. – Sama płyta waży 1,5 tony. Pieta też z tonę – wyjaśnia W. Marcewicz. – Ale damy radę. Piramidy budowali, to i my to ustawimy. Najbardziej niezbędnym i niezawodnym narzędziem okazują się ludzkie mięśnie i zestaw różnego rodzaju belek, desek, rolek. Jak w starożytnym Egipcie. – Nim przystąpię do projektowania, muszę wiedzieć kim są zmarli. Oczywiście z intencją zamawiającego też trzeba się liczyć, ale to można dyskutować. Teraz jest moda wzorowana na płytach francuskich i włoskich – montuje się krzywizny z różnych elementów. Ale nie ma w nich myśli. Na cmentarzu powinien być pomnik w zadumie, on musi coś wyrażać, smutek, żal, cierpienie, a nawet nadzieję na zbawienie. Może ten trend nastąpi? Czy nagrobek wykonany przez artystę rzeźbiarza jest bardzo drogi? – Już za 5 tysięcy można mieć dzieło jedyne i niepowtarzalne – mówi W. Marcewicz. Jest teraz wybór wspaniałych granitów, jest piaskowiec – tradycyjny polski kamień nagrobny. Jeśli ktoś ma zamówić bezduszną, płaską płytę, powinien się zastanowić. Kamienna pustynia Dziś panuje lastriko, sztuczne kwiaty, napisy wyrażające żal najbliższych, ale nie mówiące nic o zmarłym. Nagrobek jest traktowany jako wizytówka zamożności. Przy tym granitowym spotka się rodzina odziana w futra, przy tym z lastriko raczej przetarte na rękawach płaszcze. Ale i jednych, i drugich przywiodła tu pamięć o tych co odeszli. 31.10.2002 11:01
Praca nie czeka na ulicy

Praca nie czeka na ulicy

„Poświęć trochę wolnego czasu, by zdobyć dodatkowe pieniądze, praca dla każdego od zaraz, zarobisz miesięcznie nawet 1500 zł „– kuszą anonse w lubelskich mediach, na słupach ogłoszeniowych, na ulotkach. Trzeba na te okazje bardzo uważać, bo często jest to zwykle naciąganie naiwnych. Nikogo z nas nikt nie ostrzeże, że dany anons, może być szwindlem. Ogłoszeń i ulotek o pracy nikt nie weryfikuje. Polskie prawo nie zabrania się ogłaszać. Pozostaje nam nasz zdrowy rozsądek. Akwizycja, czyli jak dopłacić do interesu Z rubryk ogłoszeń prawie zniknęły do niedawna bardzo popularne oferty pracy dla akwizytorów. Nawet bezrobotni nie dają się nabrać. – Niestety, pozwoliłem się w to wciągnąć – opowiada Ryszard Krawczyk. – Firma sprowadzająca na polski rynek filtry do wody zaproponowała mi pracę akwizytora. Po odpowiednim przeszkoleniu miałem chodzić po mieszkaniach i proponować ludziom filtr. To nie była taka prosta propozycja, miałem ze sobą walizeczkę pełną odczynników. Gdy już ktoś wpuścił mnie do domu, wyciągałem próbówki, nalewałem wody, wsypywałem odczynniki. Woda zaczynała się pienić, wytrącał się osad, ja wtedy pokazywałem próbówkę i mówiłem, jaką złą wodę piją ludzie w tym domu. Potem proponowałem filtr. Był drogi, ale można było wziąć go na raty. Jednak cena płacona gotówką była bardzo atrakcyjna i niektórzy decydowali się wyłożyć pieniądze od razu. Dostawałem pewien procent od sprzedanego filtra. Zrezygnowałem jednak z tego zajęcia. Trzeba się było uchodzić, a czasami przez kilka dni nikt nic nie kupił. Sam musiałem finansować sobie dojazdy do klienta, rozmowy telefoniczne. W końcu wychodziłem na tym interesie ze stratą. Teraz chcę normalnego zajęcia, akwizycja za bardzo wykańcza, a ludzie nie lubią, jak się im coś wciska. Konsultant – to brzmi dumnie Na ulicach Lublina pojawia się wielu ludzi, którzy rozdają przechodniom ulotki. Na karteczkach jest podany telefon z zachętą, że można dobrze zarobić. – Dzwonię z ogłoszenia, podobno można tutaj dobrze zarobić? – pytam i od razu chcę się upewnić: – Ale to nie akwizycja? Głos w słuchawce jest wyraźnie z pytania niezadowolony. – To amerykańska firma, która tutaj tworzy swoją filię – wyjaśnia przedstawiciel. – Mamy pracę dla każdego, tylko trzeba przyjść, podczas rozmowy kwalifikacyjnej zaproponujemy odpowiednie stanowisko. Chcę poznać więcej szczegółów, by wiedzieć, czy w ogóle warto przychodzić. – Przez telefon nie ma o czym rozmawiać – ucina przedstawiciel. Informacje, warunki pracy tylko na miejscu... Spotkanie odbywa się w prywatnym mieszkaniu na Czechowie w Lublinie. – Możemy zaproponować stanowisko konsultanta. To bardzo dobra praca – zaznacza przedstawiciel. – Amerykański styl pracy. Idziesz do klienta na konsultację. Pokazujesz towar i wyjaśniasz jego zalety. Jeśli jesteś dobra i masz motywację, przekonasz klienta do zakupu. Dostajesz odsyp za każdą transakcję. Jak będziesz przebojowa, to awansujesz na kierownika i będziesz kierować zespołem konsultantów. Nasi konsultanci potrafią wyciągać ponad tysiąc złotych miesięcznie. Najlepsi dużo więcej. Zawód konsultant zaczyna mi coś przypominać.... – Miało nie być akwizycji – zauważam nieśmiało. Leniwy Polak nie chce się ruszyć Uwaga była nie na miejscu; przedstawiciel nie potrafi ukryć zdenerwowania: – To nie jest akwizycja, tylko konsultacja. Dajemy świetne warunki, każdy sam sobie ustala czas pracy, dostaje towar światowej jakości, który nawet nie wymaga zbytniej reklamy, trzeba tylko chcieć się ruszyć. Wyjść z tym do klienta. Niestety, Polakom nic się nie chce, za nic pieniądze by chcieli brać. No i mamy to, co mamy... – mówi urażony. Z mojej pracy konsultanta nici. Nabita w koperty W rubrykach ogłoszeniowych często można się natknąć na propozycję zarobku przy sklejaniu kopert i skręcaniu długopisów. – Jestem emerytką, chciałam dorobić – opowiada Teresa Nowak z Lublina. – Nie mogę pracować fizycznie, więc odpowiedziałam na anons firmy, która poszukiwała ludzi do sklejania kopert. Szybko się odezwali, wykupiłam pakiet kopert do sklejenia. Po wykonaniu pracy mieli je odebrać i wypłacić wynagrodzenie. Podobało mi się, bo praca w domu i czysta. Skleiłam kilka tysięcy kopert i zadzwoniłam do firmy, jak było umówione. Nagle szef znikł, ciągle go nie było. Napisałam list. Odpowiedź nie nadeszła. Zrozumiałam, że mnie nabrali. W prasie znowu zobaczyłam ogłoszenie, że poszukują ludzi do klejenia kopert. Jedyne, co mogłam zrobić, to zawiadomić policję. Nie odzyskam od nich pieniędzy, bo nie podpisałam żadnej umowy. To była dla mnie nauczka. Drugi raz nie dam się nabrać... Kup pan katalog... Poszukujący pracy mogą się natknąć na szereg ogłoszeń, które brzmią: „chałupnictwo pilnie”. Lub: „umowa do 1500 zł brutto, w domu”. – Proponujemy różne zajęcia, np. prowadzenie biura turystycznego – wymienia pracowniczka firmy z ogłoszenia. – Można prowadzić ankiety. Żeby pracę zdobyć, należy zamówić katalog za niecałe 50 zł. Pod innym ogłoszeniem odzywa się miły głos i prosi o kolejny telefon, teraz już pod numerem za granicą. W następnej firmie także proponują katalog z kilkudziesięcioma adresami firm. – Można skręcać długopisy, roznosić ulotki – wymienia pracowniczka. – Nieważne wykształcenie ani wiek. To prawda, że niektóre oferty wymagają wkładu finansowego, może połowa z nich. Które? Skąd mogę wiedzieć, przecież nie znam na pamięć wszystkich ofert... Pod kolejnym telefonem, który może być szansą na lepsze życie, nawet nie wysilają się na pozory: – Zainteresowany płaci za katalog z firmami, które poszukują pracowników. Czy się zdecyduje na jakieś zajęcie, tego nie możemy zagwarantować. Przecież ten ktoś może mieć nierealne wymagania... 31.10.2002 10:57
Pawi krzyk mody

Pawi krzyk mody

Ptasie gospodarstwo Na podwórku Staszewskich kruczo-granatowa kwoczka ze śmiesznym czubkiem na głowie prowadza podrosłe pisklę pawia. Wieczorami nie idzie spać z kurami tylko zagania swojego podopiecznego do woliery dla pawi. Chociaż podopieczny już niemal dorównuje jej wzrostem to i tak chowa go sobie pod skrzydło i tak śpią do rana. Stanisław i Krystyna Staszewscy z Kolonii Czułczyce trzymają pawie od czterech lat, kiedy to kupili od znajomego ze Strachosławia dwie samice i jednego dorosłego samca. Teraz wokół ich gospodarstwa kręcą się cztery dorosłe ptaki i osiem młodych z tegorocznego przychówku. Było ich więcej, ale rozdali je znajomym i przyjaciołom. Między innymi sześć pawi z ich hodowli stanowi żywą ozdobę podchełmskiego Zajazdu „Trzy Dęby”. Kilka innych trafiło aż pod Białystok. Mieniące się kolorami pawie jak kiedyś przechadzały się po dworskich czy pałacowych parkach, tak teraz podkreślają prestiż rezydencji bez tradycji, ale z ambicjami. – Oboje z mężem lubimy ptaki – mówi pani Krystyna. – Oprócz pawi trzymamy różne gatunki kur, których nawet nie potrafimy nazwać. Syn podrzucił nam na przykład parę kurek, które pomimo dojrzałego wieku nie noszą piór lecz właściwy pisklakom puszek. Mamy też wybitnie mięsne kury z gołym torsem i szyją oraz koralikami, jakimi chlubią się indyki. Znajomy mówił, że podobne kury widział w Argentynie. Tylko nie do garnka Ptaki Staszewskich są obłaskawione. Reagują na zawołanie, pozwalają się brać na ręce, wskakują na stół, jedzą z ręki. Szczególnie pani Krystyna tuli je i rozmawia z nimi jak z dziećmi. Nawet jej do głowy nie przychodzi, by któregoś z pupilów przeznaczyć na rosół. Tymczasem przecież nie tylko kury, ale i pawie to tylko drób, który zazwyczaj trzyma się z myślą o tym, że prędzej czy później trafi na stół. O pawiach Staszewskich w okolicy jest dosłownie głośno. Pawie mają bowiem to do siebie, że donośnie krzyczą. Panu Stanisławowi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, jest mu przyjemnie, kiedy je słyszy zanim jeszcze dojedzie do domu. Pod japońską bramą – Pawie bardzo trudno wychować od małego – twierdzi Staszewski. – Połowa nie dożywa dorosłego wieku. Na domiar złego nie ma fachowej literatury na temat chowu tych ptaków. Sami z synem doszliśmy do tego, że naszym pawiom w razie choroby pomagają te same leki, jakie podaje się gołębiom. Powoli nabywamy doświadczenia. Staszewscy wrócili na wieś po trzydziestu latach mieszkania w Chełmie. W Kolonii Czułczyce przejęli gospodarstwo po rodzicach. Po dokupieniu ziemi razem z synami gospodarują na 22 hektarach gruntów ornych i łąk. Na początek zaadoptowali na swoje potrzeby letnią kuchnię. Jednocześnie zajęli się rozbudową domu. Ma być obszerny, bo a nuż z czasem zdecydują się poprowadzić gospodarstwo agroturystyczne. Jeszcze wcześniej pan Stanisław własnymi rękoma postawił imponującą, stylizowaną na japońską, bramę wjazdową na posesję. Lubi patrzeć, jak tą bramą stadko pawi wybiera się na spacer, okrąża teren, po czym wraca na podwórko zazwyczaj witane przez panią Krystynę. Te spacery to już niemal codzienny rytuał. Pawie są ptakami niezwykle rodzinnymi. Samica przez cały rok prowadza swoje młode. Jaja – do pięciu sztuk – znosi w maju, dopiero w drugim roku życia. Samce, by osiągnąć dojrzałość i urodę potrzebują czterech lat. Co roku na przełomie lipca i sierpnia gubią swoje wspaniałe ogony, które odrastają im do stycznia. Później już w kwietniu znowu w całej swojej krasie puszą się przed swoimi wybrankami i jak twierdzą Staszewscy napatrzyć im się tym godom nie można. 31.10.2002 10:56
Reklama
Lista nieobecności

Lista nieobecności

30.10.2002 18:52
Pijemy więcej, ale legalnie

Pijemy więcej, ale legalnie

Sklepy i hurtownie nie nadążają z realizacją zamówień, lubelski Polmos wprowadził trzyzmianowy system pracy, a na bazarach trudno znaleźć wódkę z przemytu. Tak wygląda rynek w miesiąc po obniżeniu akcyzy na alkohol. 29.10.2002 20:26
Dzieci jak jesienne liście

Dzieci jak jesienne liście

Kim jest lider zespołu Ich Troje można się przekonać oglądając film „Gwiazdor”. Kim byłby, gdyby nie doceniła go gwiazda telewizji, Nina Terentiew? Kim byłby, gdyby wychował się w dostatniej, mieszczańskiej rodzinie? A kim będą dzieci, które wychowują się w biedzie i niedostatku rodzicielskiej miłości? 28.10.2002 19:42
Za rok prześcigniemy Warszawę!

Za rok prześcigniemy Warszawę!

- zapowiada prof. Marian Harasimiuk, rektor UMCS, w rozmowie ze Zbigniewem Miazgą 25.10.2002 15:49
Bez pracy, ale z długami

Bez pracy, ale z długami

Ponad 640 zł musiałby wyjąć z portfela każdy mieszkaniec Białej Podlaskiej, aby miasto nie miało długu. W Kraśniku wydatek byłby 50 razy mniejszy. Najwięcej bezrobotnych jest w Chełmie, bez pracy jest w tym mieście co piąta dorosła osoba 25.10.2002 15:43
Sprzedana przez wójta

Sprzedana przez wójta

Wójt gminy Jastków Kazimierz Gorczyca sprzedał za 80 tysięcy złotych 80-letnią Genowefę Knap wraz z hektarem ziemi i domem, w którym mieszka, a teraz twierdzi, że się pomylił 25.10.2002 15:31
Krajobraz przed bitwą

Krajobraz przed bitwą

Uścimów, Cyców i Wysokie to typowe małe miasteczka Polski B. Główna droga, szkoła, kilka sklepów i klasyczne elementy wolno stojące, czyli smakosze mocnych trunków, przebywający zazwyczaj pod sklepem monopolowym. A potem już tylko pola, lasy i bieda... 25.10.2002 15:12
Pora rzucić palenie

Pora rzucić palenie

Nasze czasy są chore: żyjemy w pośpiechu, źle się odżywiamy, marnujemy zdrowie używkami. Dla tych, którzy chcą zmienić tryb życia Kościół Adwentystów Dnia Siódmego w Lublinie przygotował na jesień cały cykl programów promocji zdrowia. W najbliższych tygodniach planowane są \"Szkoła zdrowego gotowania” i \"Pokonaj stres”. Pod hasłem \"Rzucam Palenie”, w dniach od 20 do 24 października, organizowany jest kolejny kurs odwykowy dla palaczy tytoniu. Zajęcia będą odbywały się codziennie, w godzinach: 17-19, w budynku kościelnym przy ulicy Niecałej 4. Ze względu na ograniczoną liczbę miejsc organizatorzy proszą o wcześniejszą telefoniczną rejestrację tel.: 53 242 55, 0 600 711 176 lub e-mail: maik@nadzieja.pl. Z oferty adwentystów będą mogli za darmo skorzystać wszyscy, którzy poszukują skutecznej pomocy w zerwaniu z nałogiem palenia. Warto dodać, że do tej pory dzięki opracowanej w latach 60-tych poprzedniego stulecia metodzie odwykowej, zwanej \"Five-day Plan Stop Smoking”, ponad 30 milionów ludzi na całym świecie skutecznie rozstało się z nałogiem, a metoda adwentystów uważana jest przez autorytety medyczne za jedną z najskuteczniejszych terapii odwykowych. Skuteczność tego programu sięga 85 proc. Program, w znowelizowanej formie, przeprowadzą: dr n. med. Stanisław Łozowski oraz adwentystyczni pastorzy: Marian Wójcik i Mariusz Maikowski. 18.10.2002 13:37
Poprawianie urody

Poprawianie urody

Palety na kremy, wonne olejki i szminki znalezione w grobowcach faraonów są dowodem, że kosmetykami posługiwano się od bardzo dawna. Tematem wielu płaskorzeźb pochodzących z czasów starożytnych są niejednokrotnie zabiegi kosmetyczne. Na przestrzeni dziejów zmieniały się rodzaje stosowanych środków kosmetycznych i poglądy na ich używanie. Dziś wiemy, że stosowanie kosmetyków poprawia samopoczucie, a dbałość o urodę jest jednocześnie profilaktyką zdrowia. Przede wszystkim jednak produkcja kosmetyków, wykorzystująca najnowsze osiągnięcia nauki, stała się częścią wielkiego przemysłu. Do kąpieli można używać wywarów ziół, czy otrębów pszennych - najwygodniej jednak mieć w łazience gotowe preparaty, zapewniające nie tylko wygodę, ale i przyjemny zapach. Mało kto już pamięta o naturalnym środku do mycia włosów, jakim jest żółtko jaja kurzego. Przy zetknięciu z wodą wytwarza ono emulsję, która usuwa brud z włosów. Poza tym zawarte w nim składniki wzmacniają włosy delikatne, wysuszone, po trwałej ondulacji, czy farbowaniu. Do lamusa trafiły również szampony olejowo-alkoholowe i wywary roślinne takie jak, woda brzozowa, pokrzywowa, łopianowa, dziegciowa i chininowa. Dużym powodzeniem cieszyło się również stosowanie nafty oczyszczonej. Z olejów: rycynowego, wazelinowego i parafinowego produkowano również niezastąpioną niegdyś brylantynę. O ile dbałość o fryzury utrzymuje się od starożytności, o tyle niewstrzymany pęd do usuwania naturalnego owłosienie w innych niż czaszka miejscach oraz chęć ograniczenia skutków potliwości - pojawiły się stosunkowo niedawno i jest zapewne efektem zapotrzebowania stworzonego przez producentów. Jest produkt - trzeba stworzyć popyt. Wystarczy w lubelskich zakładach fotograficznych popatrzeć na piękności z lat 60. - brwi miały wprawdzie wyskubane, ale pod pachami kłębiło im się naturalne futerko. Dzisiejsze nastolatki patrzą na to z wyraźnym obrzydzeniem i dobrze, że nawet nie próbują sobie wyobrazić woni owego owłosienia. Podobnie jak nie przyszłoby im do głowy wszywanie w rękawy specjalnych poduszeczek do gromadzenia potu... 18.10.2002 13:35

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama