Lublin, ul. Narutowicza 22
Oprócz dwóch lat wojska, to całe życie spędziłem w tej branży. Gdy zacząłem naukę zawodu, nie byłem nawet pełnoletni. Na początku pracowałem w państwowych firmach, a od 1986 r. mam prywatny zakład. To już 26 lat. Założyłem w Lublinie cech optyków, przez parę kadencji zasiadałem w komisjach egzaminacyjnych. Od Związku Rzemiosła Polskiego dostałem srebrny i złoty medal. Teraz powyłączałem się z tego wszystkiego. Trzeba żyć na luzie.
Obu synów i córkę wciągnąłem w optykę. Są po studiach, porobili kwalifikacje. Wnuk studiuje na politechnice, ale mówi, że też chce to robić. To dobry zawód, przynosi ludziom ulgę. Na brak klientów nie narzekam. Ludzie mnie znają. Kolejne pokolenia do mnie przychodzą. Nie reklamuję się, unikam mediów. Dzwonią i proponują, ale ja nie chcę. Dla mnie najlepsza reklama, to jak jeden powie drugiemu. A klientom mówię: U mnie nie ma promocji, dlatego jest taniej. Często, gdy mówię cenę, to ludzie dopytują, czy to na pewno za dwa szkła. Albo myślą, że to oprawki drugiego gatunku. Na Zachodzie podstawowe szkła dobiera optyk. W Polsce lekarze nie chcieli się na to zgodzić, choć im więcej mają sprzętu, tym więcej błędów robią.
Autor: KUBA WÓJTOWICZ
