Lublin, ul. Furmańska 4
Piekarzem był już mój ojciec. Przed wojną prowadził piekarnię w Czeremsze na Podlasiu. Zniszczyła ją jedna z pierwszych bomb, jakie spadły na tę miejscowość.
W 1940 r. przyjechaliśmy do Lublina.
W 1941 r. wydzierżawił piekarnię w Piaskach i tam spędziliśmy większość wojny. Po wyzwoleniu Lublina ojciec znalazł ten budynek. Zaczął go remontować, stawiać piece. My z bratem i mamą zjechaliśmy do miasta 6 grudnia. Pamiętam, że był to Mikołaj, bo dostałem wtedy dwa zeszyty: jeden w linie, drugi w kratkę. A brat książkę, więc była awantura. Piekarnia ruszyła tuż przed świętami. Pierwszy wypiek był dokładnie w Wigilię 1944 r.
Rzadko chodzę po sklepach, ale zdarza się. Biorę z półki „chleb razowy”, a to pszenny farbowany na ciemno. Wkurza mnie to straszne. Ktoś powinien to kontrolować. Ja wciąż robię według starych receptur mojego ojca.
Autor: Kuba Wójtowicz
