Lublin, ul. Kunickiego 33
Z klientami dziś jest słabo. Teraz jak parasole się psują, to ludzie je wyrzucają. A ja może też za uczciwa jestem. Często sama ludziom mówię, że nie ma sensu reperować. I potem, jak pada, to jest kolejka. Za to w zimie nie ma za co opłacić zakładu. W styczniu miałam tylko 230 złotych przychodu. Ale ta praca to bardziej moje hobby niż zarobek. Czasem siedzę tu nawet do godz. 22.
Ludzie kupują parasolki po 10 czy 20 złotych. Dla mnie to złom. Przynosi mi raz jedna pani taką parasolkę na sześciu drutach. I ten drut kruszy się milimetr po milimetrze. Mówię do niej, z troską o jej pieniądze: „Dziewczyno, co ty kupiłaś?”. A ona: „Jak pani śmie? Ja za to 180 zł zapłaciłam!”. Zdenerwowałam się i powiedziałam: „Ja pani tego nie zrobię. Śmieci niech pani nosi do tych, co chcą śmieci reperować”.
Autor: Kuba Wójtowicz
