Po jednej stronie drogi parking, po drugiej Dom Handlowy \"Rywal”. Żeby się do niego dostać, trzeba cofnąć się kilkadziesiąt metrów do oznakowanego przejścia dla pieszych lub \"przejść na dziko”. Większość wybiera to drugie.
Marek Pietrzela
15.02.2009 18:51
- Przechodziłem przez jednię w miejscu naprzeciwko przystanku. Ulica była zupełnie pusta. Gdy już byłem po drugiej stronie, z parkingu naprzeciwko \"Rywala” wyjechał radiowóz. Policjanci chcieli mi wlepić 50 zł mandatu. Na nic były moje tłumaczenia, że nie stworzyłem żadnego zagrożenia, bo nic nie jechało. Policjantka była nieugięta - wspomina pan Paweł.
Mężczyzna mandatu nie przyjął. Wyliczył, że był ponad 100 metrów od oznakowanego przejścia, zatem nie złamał przepisów. Teraz oczekuje na sprawę w sądzie grodzkim.
Pan Paweł podjął też prywatne \"śledztwo”. Twierdzi, że na około 100 osób zatrzymanych w styczniu w okolicy \"Rywala”, mandatu nie przyjęły tylko cztery.
Jego ojciec kilka razy mierzył na liczniku samochodu, jaka jest odległość od miejsca, na którym został zatrzymany jego syn, do dwóch oznaczonych przejść.
- Na pewno jest ponad sto metrów. Syn mógł spokojnie w tym miejscu przechodzić przez ulicę. Dziwię się policjantom, że upodobali sobie polowania na ludzi właśnie tutaj - mówi pan Stefan.
Inspektor Jerzy Ignatowicz z bialskiej Komendy Miejskiej Policji przyznaje, że w obszarze zabudowanym pieszy może przejść przez ulicę, jeśli od oznaczonego przejścia jest dalej niż 100 m.
Cezary Grochowski, oficer prasowy bialskiej policji nie chce komentować tej sprawy. - Nie będziemy teraz mierzyć odległości. Jest sąd, do którego może się odwołać każdy, kto nie zgadza się z mandatem. I tak będzie też w tym przypadku - stwierdza Grochowski.
Piesi przechodzący z nieutwardzonego placu do \"Rywala” i z powrotem przeszkadzają nie tylko policji. Narzekają też kierowcy.
- Denerwuję się, kiedy tamtędy jadę. W każdej chwili może ktoś wyskoczyć pod koła. W godzinach 12-16 wolę jechać okrężnymi uliczkami - mówi pan Zbigniew.
Komentarze