Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wysyłałam już 200 listów do gwiazd

Edyta Borowicz-Czuchryta, nauczycielka z lubartowskiego gimnazjum, rocznie wysyła kilkadziesiąt listów do sławnych osób z zaproszeniem do szkoły. W ciągu czterech lat uczniów odwiedzili już m.in. Cezary Żak, Wojciech Malajkat czy Krzysztof Respondek.
Niektórzy odpisują, że z powodu nawału obowiązków nie będą mogli się spotkać, tak jak... królowa Elżbieta II i książę Karol. Ale już brytyjski premier nie widział przeszkód. Tylko list przyszedł o dzień za późno... Nauczycielka mówi, że pomysł narodził się, kiedy jeszcze sama była uczennicą. - Tego mi brakowało w szkole - przyznaje Edyta Borowicz-Czuchryta, nauczycielka języka angielskiego w Gimnazjum nr 2 w Lubartowie. - Kiedy sama zaczęłam pracę w szkole, pomyślałam, żeby zrobić coś więcej dla moich uczniów. Żeby mieli jakieś przyjemności wśród ciężkiej pracy, jaką jest nauka. Pierwszy list wysłała 4 lata temu do kabareciarza Stefana Mullera. Odpisał i zgodził się na spotkanie z uczniami w Warszawie. Do dziś pani Edyta wysłała ponad 200 listów. Adresów do gwiazd szuka w Internecie. - Do Wojtka Malajkata napisałam na adres Teatru Narodowego. Odpisała mi jego żona Katarzyna i z nią prowadziłam całą korespondencję. Ustaliłyśmy wszystko łącznie z terminem - wspomina. Również Cezarego Żaka namierzyła w teatrze. Odpisał mailem, że chętnie się spotka. Ale wtedy zaczęło się kręcenie kolejnej serii \"Rancza” i wszystko się odwlekło. Gwiazdy nie tylko zapraszają, ale i same przyjeżdżają. Pierwszymi gośćmi w szkole był kabaret z Lubelszczyzny, Ani Mru-Mru. - Zapytali, czy młodzież coś dla nich przygotuje. I od tego się zaczęło, że uczniowie zawsze szykują dla gości skecze, piosenki i pytania - opowiada nauczycielka. Uczniów odwiedzili też Robert Janowski, Krzysztof Piasecki, Kevin Aiston, Conrado Moreno, Olga Bończyk, Krzysztof Respondek… - Ja najbardziej bałam się spotkania z Krzysztofem Piaseckim. Jak odpisał, że nas odwiedzi, to młodzież myślała, że to chodzi o Andrzeja \"Piaska” Piasecznego. Musiałam im wytłumaczyć, że ten, który przyjedzie to \"Piasek” ich rodziców. Ale wyszło fantastycznie i myślę, że pan Krzysztof zyskał nowych fanów - opowiada pani Edyta. Dodaje, że niespodziankę sprawił też Kevin Aiston, który po spotkaniu w szkole poszedł do lubartowskich strażaków i zasiedział się u nich 3 godziny. - Szczerze mówiąc, nie wybieram gwiazd, tylko piszę do wszystkich jak leci. Może to jest tak, że odpowiadają ci fajni? - żartuje kobieta. Szkoła nie tylko przyjmuje gości, ale również jeździ z wizytami. - Napisałam do Jerzego Stuhra, że jedziemy na wycieczkę do Krakowa i czy nie znalazłby dla nas czasu. Odpisał, że generalnie takie spotkania odbywa tylko raz w roku, gdy są drzwi otwarte w szkole teatralnej, ale nas chętnie przyjmie. To było 7 dni przed jego okrągłymi urodzinami, więc pojechaliśmy z kwiatami i tortem ze świeczkami. Był bardzo zaskoczony - śmieje się pani Edyta. Później napisała do Jolanty Kwaśniewskiej, która zaprosiła młodzież do swojej fundacji w Warszawie. - Uczniowie jechali na to spotkanie z mieszanymi uczuciami, bo postrzegali ją jako osobę zdystansowaną. Ale, jak opowiada nauczycielka, po 5 minutach spotkania pani prezydentowa miała młodzież u swoich stóp. Byli bardzo podbudowani, gdy zaczęła pytać o ich działania wolontariackie, o odwiedzanie chorych w szpitalach. Rok temu klasa jechała na warsztaty do Londynu. Nauczycielka okazji nie przegapiła i napisałam trzy listy: do brytyjskiej królowej Elżbiety II, do księcia Karola i do premiera Wielkiej Brytanii, Gordona Browna. - Napisałam, że wybieramy się z klasą do Londynu i zapytałam, czy nie zechcieliby nas zaprosić na herbatę. Odpowiedzieli, że z powodu nawału wcześniej zaplanowanych obowiązków nie znajdą czasu. Kilkanaście dni temu klasa znów odwiedziła wyspiarzy. Wizyta była oczywiście poprzedzona korespondencją i… - W poniedziałek przed wyjazdem dostałam odpowiedź od królowej, że zapoznała się z listami, życzy nam miłego pobytu, ale nie znajdzie czasu dla nas. Dzień później przyszedł list od księcia Karola, który również nie mógł się spotkać, ale przesłał pięknie wydane materiały o monarchii. - Kiedy wróciliśmy, miny nam zrzedły: kilka godzin po naszym wyjeździe przyszedł list od premiera Browna. Podał numer do asystentki, która miała nas oprowadzić po siedzibie premiera i zaproponował zwiedzanie parlamentu. Napisał nawet, że gdyby akurat miał czas, to chętnie wyjdzie do nas na chwilę - opowiada Borowicz-Czuchryta. Polscy politycy też dostawali listy z Lubartowa, ale odpisał tylko premier Tusk i Bronisław Komorowski. - Nie mają czasu, by przyjechać, ale chociaż przysłali list - dodaje anglistka. - Reszta milczy. Klasa jeździ też na nagrania różnych programów rozrywkowych. Na nagranie \"Jaka to melodia” zaprosił ich Robert Janowski, który wcześniej był w szkole. U Szymona Majewskiego byli już trzy razy. A w tym roku szkolnym na wycieczkę do Kuby Wojewódzkiego wybrała się… z rodzicami swoich nowych uczniów. - Zaskoczyli mnie tą propozycją na zebraniu, ale powiedziałam, że zobaczę, co się da zrobić, bo nie jest tak, że ja mam magiczny notesik z telefonami do znanych osób - śmieje się nauczycielka. - Okazało się, że nie ma problemu i w 25 osób wybraliśmy się busem do Warszawy. Za kulisami programów zdarzają się czasem niemiłe sytuacje. - Moi uczniowie byli zniesmaczeni na arogancją ze strony kilku swoich ówczesnych idoli, od których usłyszeli, że za autografy trzeba zapłacić - dziwi się nauczycielka. Niektóre gwiazdy nie pozwalały na robienie zdjęć. - To też jest nauka. Zobaczyli ogromną różnice między zachowaniem danej osoby przed kamerami, gdzie była uśmiechnięta i wyluzowana, jak jeden z prowadzących popularny program rozrywkowy. Kiedy kamery zostały wyłączone i młodzież podeszła zapytać, czy mogą z nim chwilę porozmawiać, to powiedział, że absolutnie nie, bo to jest show-biznes. Pozytywnie zaskoczyła Joanna Trzepiecińska, która rozmawiała z uczniami o dzieciach. Oczarowała ich Kasia Cichopek, która miała czas dla każdego i była bardzo miła. I Tomasz Stockinger, o którym myśleli, że jest niedostępny, a okazał się serdeczny i nawet zaśpiewał. - Ja zwykle stoję z boku i obserwuję, a oni biegają od gwiazdy do gwiazdy, rozmawiają, biorą autografy. Przed wyjazdem na nagranie \"Jak oni śpiewają” prosili, bym napisała kilka listów i za kulisami roznosili je do swoich ulubieńców. I wtedy właśnie Krzysztof Respondek obiecał im, że jak wygra program, to do nas przyjedzie. Słowa dotrzymał.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama