Śledztwo utknęło, bo nikt nie chce ocenić \"spieprzaj dziadu”
Dochodzenie dotyczące wykrzykiwania \"Spieprzaj dziadu!” do prezydenta Lecha Kaczyńskiego na placu Litewskim w Lublinie utknęło w miejscu. Prokuratura nie może znaleźć językoznawcy, który oceniłby, czy takie sformułowanie jest znieważeniem.
- 19.04.2009 19:20
- Zwracaliśmy się do biegłych tej specjalności, ale żaden nie chce się podjąć sporządzenia ekspertyzy - mówi Marek Zych, zastępca szefa prokuratury rejonowej Lublin - Północ. - Odpowiadają, że mają dużo zleceń i nie są w stanie przyjąć kolejnego.
W październiku ub. roku Przemysław D. był na Placu Litewskim. Z mieszkańcami Lublina spotykał się tam prezydent Lech Kaczyński. W pewnym momencie mężczyzna zaczął krzyczeć w kierunku przechodzącego prezydenta \"Spieprzaj dziadu!”. Zatrzymali go policjanci. Usłyszał zarzut znieważenia głowy państwa.
Prokuratura przesłuchała świadków z Placu Litewskiego. Doszła do wniosku, że do zakończenia dochodzenia musi skorzystać z wiedzy biegłego - językoznawcy.
O to, czy słowa \"Spieprzaj dziadu!” to znieważenie, zapytaliśmy profesora Jerzego Bralczyka, znanego językoznawcę. - To zależy od wielu aspektów, m.in. od tego, czy był to cytat z wypowiedzi czy też własny okrzyk - odpowiedział. - Trudno tu zająć jednoznaczne stanowisko. er
Reklama
Komentarze