Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Śledztwo utknęło, bo nikt nie chce ocenić \"spieprzaj dziadu”

Dochodzenie dotyczące wykrzykiwania \"Spieprzaj dziadu!” do prezydenta Lecha Kaczyńskiego na placu Litewskim w Lublinie utknęło w miejscu. Prokuratura nie może znaleźć językoznawcy, który oceniłby, czy takie sformułowanie jest znieważeniem.
- Zwracaliśmy się do biegłych tej specjalności, ale żaden nie chce się podjąć sporządzenia ekspertyzy - mówi Marek Zych, zastępca szefa prokuratury rejonowej Lublin - Północ. - Odpowiadają, że mają dużo zleceń i nie są w stanie przyjąć kolejnego. W październiku ub. roku Przemysław D. był na Placu Litewskim. Z mieszkańcami Lublina spotykał się tam prezydent Lech Kaczyński. W pewnym momencie mężczyzna zaczął krzyczeć w kierunku przechodzącego prezydenta \"Spieprzaj dziadu!”. Zatrzymali go policjanci. Usłyszał zarzut znieważenia głowy państwa. Prokuratura przesłuchała świadków z Placu Litewskiego. Doszła do wniosku, że do zakończenia dochodzenia musi skorzystać z wiedzy biegłego - językoznawcy. O to, czy słowa \"Spieprzaj dziadu!” to znieważenie, zapytaliśmy profesora Jerzego Bralczyka, znanego językoznawcę. - To zależy od wielu aspektów, m.in. od tego, czy był to cytat z wypowiedzi czy też własny okrzyk - odpowiedział. - Trudno tu zająć jednoznaczne stanowisko. er

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama