Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Niespodzianki w dawnym pegeerze

Lubelscy śledczy chcieli schwytać szefa gangu przemycającego przez granicę ludzi. Przy okazji natrafili na linię produkcyjną do oczyszczania rozcieńczalnika i poletko z marihuaną.
Początkiem sprawy było zatrzymanie pod Włodawą mężczyzn, którzy pomagali w przekroczeniu granicy 13 Azjatom. Wówczas wpadł szef gangu Zbigniew J. Grupa była tylko trybikiem rozbudowanej organizacji przestępczej, której szefowie byli w Chinach. W ciągu kilku lat przerzucili przez naszą granicę blisko półtora tysiąca osób. Koszt takiej \"podróży” wynosił kilkanaście tysięcy euro. Do kolejnych zatrzymań doszło w ubiegłym tygodniu. Tym razem w ręce lubelskich śledczych wpadł Jarosław S., mieszkaniec województwa podlaskiego. Policjanci znaleźli go w zabudowaniach po w dawnym PGR pod Augustowem. Okazało się, że z przemycania ludzi przerzucił się już na inną działalność. Śledczy znaleźli linię produkcyjną służącą do oczyszczania rozcieńczalnika. Odzyskiwany w ten sposób spirytus trafiał do sprzedaży. Tylko w ciągu kilku ostatnich miesięcy przerobiono w ten sposób 10 tys. litrów rozcieńczalnika. Linii doglądał były nauczyciel chemii. To nie wszystkie niespodzianki, które kryły zabudowania po PGR. - Znaleźliśmy uprawę marihuany z własnym systemem nawadniania - mówi prokurator z wydziału do zwalczania przestepczości zorganizowanej Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie, który prowadzi w tej sprawie śledztwo. Jarosław S. miał w domu sześć kilogramów suszu. Aresztował go już Sąd Rejonowy w Lublinie.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama