Wystąpił na plakacie \"Solidarności\", dziś ma firmę na Hawajach
W 1989 roku 9-letni Michał Przeciechowski został jedną z \"twarzy\" plakatu lubelskiego Komitetu Obywatelskiego \"Solidarność\". Dziś ma 29 lat i mówi: Myślę, że zrobiłem dobry użytek z tej wolności, którą wywalczyło pokolenie moich rodziców
- 03.06.2009 19:23
Ten plakat miał zachęcić do głosowania na \"Solidarność\". W dobrej kampanii, która trafi do ludzi, Komitet Obywatelski upatrywał źródła wyborczego sukcesu.
- Przed wyborami zrobiliśmy badania i okazało się, że ludzie nie są zainteresowani, żeby iść i głosować - wspomina mecenas Tomasz Przeciechowski, w 1989 roku sekretarz Komitetu Obywatelskiego \"S\" na Lubelszczyźnie.
- A grupą, która najsłabiej wypadła w tych badaniach były kobiety. Stąd pomysł, by pokazać na plakacie wyborczym chłopca patrzącego prosto w oczy wyborców. Wiadomo - kobiece serca są wrażliwe na dzieci.
Chłopcem, który miał przyciągnąć kobiecy elektorat był syn Tomasza Przeciechowskiego. - Miałem wtedy 9 lat - wspomina Michał Przeciechowski. - Cokolwiek mój tato robił, chciałem to robić razem z nim. Dlatego nie miałem żadnych oporów, by pokazać się na plakacie \"Solidarności\". Wiedziałem, że robię coś dobrego.
Pracę nad zdjęciami do plakatu Michał wspomina z uśmiechem: Przed sesją zdjęciową bawiłem się na podwórku i miałem całe ręce w smole. Ciężko było to zdrapać z palców i na zdjęciu widać, że nie są idealnie czyste. Poza tym musiałem wiele godzin trzymać palce szeroko rozstawione i już nie dawałem rady.
Afisz zawisł w całym mieście. Jego bohatera natychmiast rozpoznali koledzy ze szkoły, z podwórka, nauczyciele. - \"Tobie się uda, tobie się uda!\" krzyczeli do mnie - śmieje się Michał. - Trochę się wstydziłem tej \"popularności\", czasem nawet udawałem, że to nie ja.
Michał skończył liceum im. Jana III Sobieskiego w Lublinie, potem prawo na UMCS. Ale nie kontynuował rodzinnych, prawniczych tradycji.
- Ja to jestem taki trochę niespokojny duch. Po studiach zacząłem na poważnie rozwijać swoją największą życiową pasję, czyli windsurfing - mówi Michał. - Deska jest dziś moją pracą. Mam szkołę windsurfingu na Helu, a na Hawajach firmę, która projektuje i produkuje sprzęt do kitesurfingu. Czy mi się udało? Mam 2-letniego syna, pasję, fajną pracę, przyjaciół, marzenia, które mogę realizować. Jestem panem swojego życia, wolnym człowiekiem. Mogę wszystko.













Komentarze