Eksmitowana rodzina przeszła horror. I nie ma szans na pomoc
Od tygodnia żyją bez okien i drzwi. Nie mają prądu. Rodzina z ul. Bernardyńskiej musi się wyprowadzić, ale nie ma gdzie się podziać. Miasto im nie pomoże, bo szanse na mieszkanie socjalne pojawią się dopiero we wrześniu.
- 21.07.2009 14:35
Rodzina Mytyków wynajmowała niewielkie mieszkanie przy ul. Bernardyńskiej. Dwa dni po wygaśnięciu umowy, właściciel kamienicy bez uprzedzenia wtargnął do mieszkania z grupą osiłków. Wyłamali drzwi i okna.
Wezwani na miejsce policjanci nie interweniowali. Zdaniem prawników, dopuścili w ten sposób do przestępstwa. Początkowo policja zapewniała, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Mundurowi zdecydowali się na interwencję, po tym jak sprawę opisały media a właściciel domu wrócił, by dokonać kolejnych zniszczeń.
Uszkodził instalację elektryczną. Zabrał się za usuwanie prowizorycznych zabezpieczeń drzwi i okien.
- Żyjemy bez prądu, jak w obozowisku – mówi Monika Mytyk. – Szukam innego lokalu, ale właściciele domu bez przerwy nas nachodzą i straszą. Powiedzieli, że zasypią mieszkanie piachem. Chcemy się stąd wynieść, ale trudno coś wynająć za podobne pieniądze.
Rodzina ma trójkę dzieci, w tym 5-letniego chłopca. Po awanturze z właścicielem domu, dziecko trafiło pod opiekę psychologa. Monika Mytyk szukała pomocy w magistracie, ale odprawiono ją z kwitkiem.
- W tej chwili nie możemy na nic liczyć – mówi. – Usłyszałam, że szansa na mieszkanie zastępcze będzie dopiero we wrześniu. Nie wiem jak damy sobie radę. Ja tego długo nie wytrzymam.
Właściciel kamienicy nie ma sądowego nakazu eksmisji. Zgodnie z prawem, nie wolno mu siłą wyrzucać lokatorów, ale nie zamierza czekać na sądowe wyroki. Nie rozmawia z dziennikarzami.
Reklama
Komentarze