Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Niepewna przyszłość Ogrodu Saskiego w Lublinie

Jeśli dostaniemy pieniądze z Unii, remont ogrodu potrwa trzy lata. Jeśli dotacji nie będzie, prace mogą się ciągnąć dłużej. Problem w tym, że dotacji jak nie było tak nie ma.
Lista rzeczy, które w Ogrodzie Saskim wymagają poprawy jest bardzo długa. Zieleń zdziczała, dawny układ parku psują dzikie samosiewy, a stan niektórych alejek pozostawia sporo do życzenia. Zbudowane kilka lat temu drugie oczko wodne okazało się bublem, którego naprawa przerosła miejskich urzędników. Schodami, które prowadzą do parku od ul. Leszczyńskiego na tyłach biurowca Urzędu Miasta po zmroku strach schodzić, bo można się na nich przewrócić i połamać. Ogrodzenie parku się sypie, a tylko wytrawni spacerowicze są w stanie znaleźć pomnik Feliksa Bieczyńskiego, który jest twórcą Ogrodu Saskiego. Bo trudno się domyślić, że to „coś” to właśnie czyjś pomnik. O przebudowie parku miasto mówi od lat. Nawet zamawiało koncepcje, których nie realizowało. Teraz w końcu powstają nawet projekty. Magistrat zlecił zewnętrznej firmie opracowanie niezbędnej dokumentacji. – Projekt obejmie zieleń, alejki, małą architekturę, staw i ogrodzenie – wylicza Tomasz Radzikowski, dyrektor Wydziału Gospodarki Komunalnej w Urzędzie Miasta. Część samosiewów ma być wycięta, pojawią się owocujące krzewy, które pomogą zatrzymać w parku małe ptactwo, będą nowe ławki, śmietniki i ogrodzenie. Alejki nie będą już pokryte asfaltem, nie pojawi się na nich też kostka brukowa, ale specjalna – i dość kosztowna – nawierzchnia. Wszystko to pod jednym warunkiem. Muszą znaleźć się pieniądze. – Koszty wszystkich prac szacujemy na 16 milionów złotych – mówi Radzikowski. Ratusz szuka pieniędzy w unijnych dotacjach, ale termin składania wniosków o dofinansowanie wciąż jest przesuwany. Magistrat liczy, że dzięki unijnej dotacji prace uda się przeprowadzić w trzy lata. Prace mają być prowadzone nawet bez dotacji. – Ale wtedy potrwają o wiele dłużej. Nie wiem, ile – mówi Radzikowski. Gdyby okazało się, że dofinansowania nie będzie, to w przyszłorocznym budżecie mają się znaleźć (choć nie wiadomo, czy ostatecznie się znajdą) fundusze na renowację zieleni. Reszta będzie musiała poczekać.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama