Rodzina Cieślów dostała pomoc, znalazła dom
Kiedy wyjeżdżali do Londynu, myśleli że czeka ich tam lepsze życie. Przeliczyli się. Ledwie udało im się wrócić do Polski. Na szczęście spotkali tutaj wielu ludzi, którzy im pomogli.
- 07.01.2010 10:49
Pan Marcin Cieśla z żoną Joanną i dwójką dzieci 4-letnią Kamilą i 8-miesięcznym Kubusiem otrzymali ogromną pomoc od ludzi dobrej woli. Powoli zapominają o tym, co wydarzyło się Londynie.
W listopadzie rodzina postawiła wszystko na jedną kartę. Sprzedali swój dobytek i całe oszczędności przeznaczyli na wyjazd za lepszym życiem do Londynu. Jednak na obczyźnie spotkały ich same niepowodzenia i tragedie. Zaczęło się od kradzieży pieniędzy przeznaczonych na czynsz, a potem było tylko gorzej. Ostatecznie rodzina znalazła się na ulicy i bez pracy.
Postanowili wrócić do Polski, ponieważ bali się o życie własne i dzieci. W Londynie otrzymali pomoc od Stowarzyszenia Barka UK, która sfinansowała podróż do Polski. Do Lublina przyjechali 20 grudnia. – Pan Marcin przebywał w Ośrodku Wsparcia dla Osób Bezdomnych Bractwa Miłosierdzia przy ul. Dolnej Panny Marii. Pani Joanna z dziećmi, dzięki uprzejmości pana Krzysztofa Bujko, prezesa Fundacji SOS Ziemi Lubelskiej, znalazła schronienie w jednym z ośrodków prowadzonych przez fundację – mówi Wojciech Bylicki, prezes zarządu Bractwa im. Św. Brata Alberta w Lublinie.
Wtedy do pomocy rodzinie włączyły się lubelskie media. Jej historię opisaliśmy przed świętami. Na pomoc nie trzeba było długo czekać. – Rodzina dostała konkretną pomoc rzeczową i finansową. Pojawiły się także oferty pracy w kraju i za granicą – dodaje Bylicki.
– Święta Bożego Narodzenia spędziliśmy pod Biłgorajem. Były to naprawdę rodzinne święta. Dziękujemy za nie. Teraz mieszkamy u pani, która użyczyła nam dachu nad głową – mówi Marcin Cieśla. – Czekamy na przeprowadzkę do gospodarstwa agroturystycznego pod Warszawą. Będziemy tam mieszkać, a ja będę odpowiedzialny za prace konserwatorskie i remontowe w domu oraz pomoc w prowadzeniu gospodarstwa.
Rodzina wyjechała razem i to według niej był największy błąd. – Teraz wiem, że nie powinniśmy tak robić – mówi Cieśla. – Innym, którzy planują takie wyjazdy radzę, aby nie ufali obietnicom, które często się okazują bez pokrycia. Tam nikt nam nie pomógł. Tutaj jest jednak inaczej.
– Na nasze konto wpłynęło blisko 10 tysięcy zł dla rodziny Cieślów – mówi Bylicki. – Mam nadzieję, że dobrze spożytkują te pieniądze. Trafiło też do nas wiele paczek z ubraniami, żywnością, środkami higieny i zabawkami dla dzieci.
Reklama
Komentarze