Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Sądowy finał afery z tekstem o siusianiu

Jedno zdarzenie i dwa różne wyroki sądu. Chodzi o sprawę dziennikarza, który opisał zachowanie pijanego urzędnika z Radzynia Podlaskiego.
Dziennikarz tygodnika \"Wspólnota Radzyńska” widział we wrześniu 2007 roku, jak pijany urzędnik siusia na oczach przechodniów. Napisał to, ale nie podał ani nazwiska \"bohatera”, ani pełnionej funkcji, a na opublikowanej fotografii nie widać twarzy samorządowca. Jan G. odszedł z pracy i wystąpił do Sądu Okręgowego w Lublinie z powództwem cywilnym – oskarżył o zniesławienie redaktora naczelnego tygodnika oraz wydawcę tytułu. Sąd ocenił, że dziennikarze działali w interesie publicznym opisując zachowanie urzędnika. Przegrany odwołał się. Sąd Apelacyjny uznał: dziennikarze jednak naruszyli dobra osobiste Jana G. i nie mieli wystarczających dowodów, żeby napisać artykuł. Tygodnik wydrukował przeprosiny. Urzędnik wytoczył przedstawicielom pisma również sprawę karną. Tym razem dziennikarze dwa razy wygrali. Proces zakończył się we wtorek w Sądzie Okręgowym. - Dziwię się tym różnym wyrokom. Przecież chodzi o to same zdarzenie, nie pojawiły się też nowe okoliczności – mówi Łukasz Szymański redaktor naczelny \"Wspólnoty Radzyńskiej”. - W sprawie cywilnej i karnej sąd wydaje wyrok na różnych zasadach. W sprawie karnej ocenia czy dana osoba popełniła przestępstwo. W sprawie cywilnej ocenia zasadność przedstawionych roszczeń – tłumaczy Artur Ozimek, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama