Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

W Ratuszu ciąg dalszy afery z oknami. Ujawniamy, co prezydent opisał jako \"poufne\"

Wyjaśnień w sprawie dwóch skandali, które wybuchły ostatnio w Ratuszu żądali dziś radni od prezydenta Lublina. Nie dostali prawie nic. A prezydent robił, co tylko mógł by nie tłumaczyć się publicznie.
Chodzi m.in. o sprawę okien do basenu budowanego przy Szkole Podstawowej nr 23. * Wykonawca wystąpił do Ratusza o zmiany w projekcie polegające na zastosowaniu innych okien i drzwi. *Nadzorujący budowę Wydział Inwestycji Urzędu Miasta przystał na to, przedkładając prezydentowi do podpisu projekt stosownego aneksu do umowy. *Ale zamienne okna zostały zamontowane jeszcze zanim prezydent zatwierdził zmiany projektu, a do ich montażu mogły zostać użyte elementy z firmy, której prezesem jest mąż szefowej Wydziału Inwestycji. Prezydent po wewnętrznej kontroli zawiadomił o sprawie prokuraturę. Ale żadnych materiałów z kontroli nie ujawnia tłumacząc, że była to tylko analiza. Skrótowy opis ustaleń dostał jedynie przewodniczący Rady Miasta, ale prezydent zastrzegł, że to materiał poufny. – Na jakiej podstawie nadaje pan klauzulę poufności? – pyta Monika Wac, radna lewicy. Podobnie jak cała opozycja żądała, by prezydent odczytał publicznie, co napisał przewodniczącemu. Prezydent odmawiał nawet tego. – To stwarzanie atmosfery pręgierza – odpowiadał Adam Wasilewski. Tym, że sprawa jest badana przez prokuraturę prezydent zasłaniał się też, gdy radni pytali o wyjazd jego zastępcy Elżbiety Kołodziej-Wnuk, która służbowym autem pojechała na lotnisko skąd poleciała na urlop do Malezji. – Nie miał pan prawa zezwolić na wysłanie służbowego samochodu po prywatną osobę, bo tego nie przewiduje procedura – grzmi Michał Widomski, radny niezrzeszony. – To ja podjąłem tę decyzję i będę za nią odpowiadał – stwierdza Wasilewski.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama