Reklama
Nie kupimy już mięsa w hali przy ul. Ruskiej w Lublinie
Protesty nie przyniosły skutku. Sprzedawcy mięsa musieli opuścić halę przy ul. Ruskiej. Administrator terenu wprowadza nowe porządki. Handlujący na pobliskim bazarze boją się, że również padną ich ofiarą.
- 01.02.2010 10:26
– Pracowałam tu przez 15 lat – mówi Marianna Kukuryk, z hali przy ul. Ruskiej. – Mieliśmy mnóstwo stałych klientów. Mogli u nas kupić świeże i zdrowe mięso. Nie wiem, dlaczego teraz trzeba nas stąd wyrzucać.
Od dziś hala jest nieczynna. Wyprowadzka to efekt umowy, zawartej między Ratuszem a administratorem terenu, Lubelską Fundacją Ochrony Zabytków. Znalazł się w niej zapis, który mówi, że część ul. Szkolnej i hala targowa muszą zostać przeznaczone do handlu artykułami tzw. nieżywnościowymi.
– Dotychczasowa działalność prowadzona w hali, była nieopłacalna dla fundacji – mówi Kinga Postawska, z LFOZ. – Chodzi m. in. o koszty ogrzewania i energii elektrycznej. Zainteresowanie handlem mięsem w hali było znikome, średnio 2-3 sprzedawców miesięcznie. Opłaty wnoszone przez handlujących nie pokrywały poniesionych nas kosztów.
Sprzedawcom trudno w to uwierzyć.
– Z pracą pożegnały się nie 2, a jakieś 20 osób – mówi Wiesław Całuj, pracownik jednego ze stoisk. – To było nasze jedyne źródło utrzymania. Teraz trafiamy na ulicę. Nie wiem, co będzie dalej.
Fundacja przekonuje, że zamknięcie hali nie musi oznaczać końca handlu mięsem.
– Nie ma przeciwwskazań aby sprzedawcy wydzierżawili jakiś obiekt w okolicach ulicy Lubartowskiej – dodaje Postawska. – Mogą tam prowadzić działalność pod własnym szyldem, na własny koszt i ryzyko. – Nie ma takiego lokalu – wyjaśnia Kukuryk. – Mamy tu chłodnie, myjnie i inne pomieszczenia niezbędne do sprzedaży mięsa. Lokali w okolicy nie da się tak przystosować.
Halę przy ul. Ruskiej czeka generalny remont. Potem LFOZ poszuka najemców spoza branży spożywczej.
– To wyjątkowo kiepski pomysł – mówi Lena Grusiecka, stała klientka sprzedawców z hali. – Stoisk z ubraniami jest mnóstwo. Sklepów z dobrym mięsem, jak na lekarstwo. W okolicy nie ma już żadnego.
Sprzedawcy z pobliskiego targowiska boją się, że niebawem podzielą los kolegów z hali. Z nieoficjalnych informacji wynika, że na wiosnę na ich miejsca ma być ogłoszony przetarg.
– Bardzo się tego boimy – mówi pani Zofia, handlująca odzieżą. – Dorabiam sobie do emerytury. Zajmuję może trzy metry kwadratowe. Utarguję grosze, ale dla mnie to już coś. Na jednorazowe opłaty mnie stać, ale w przetargu nie mam szans.
Nie wiadomo czy i kiedy fundacja zmieni zasady handlu na bazarze. Przedstawiciele LFOZ nie komentują doniesień na temat przetargu.
Reklama
Komentarze