Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nie kupimy już mięsa w hali przy ul. Ruskiej w Lublinie

Protesty nie przyniosły skutku. Sprzedawcy mięsa musieli opuścić halę przy ul. Ruskiej. Administrator terenu wprowadza nowe porządki. Handlujący na pobliskim bazarze boją się, że również padną ich ofiarą.
– Pracowałam tu przez 15 lat – mówi Marianna Kukuryk, z hali przy ul. Ruskiej. – Mieliśmy mnóstwo stałych klientów. Mogli u nas kupić świeże i zdrowe mięso. Nie wiem, dlaczego teraz trzeba nas stąd wyrzucać. Od dziś hala jest nieczynna. Wyprowadzka to efekt umowy, zawartej między Ratuszem a administratorem terenu, Lubelską Fundacją Ochrony Zabytków. Znalazł się w niej zapis, który mówi, że część ul. Szkolnej i hala targowa muszą zostać przeznaczone do handlu artykułami tzw. nieżywnościowymi. – Dotychczasowa działalność prowadzona w hali, była nieopłacalna dla fundacji – mówi Kinga Postawska, z LFOZ. – Chodzi m. in. o koszty ogrzewania i energii elektrycznej. Zainteresowanie handlem mięsem w hali było znikome, średnio 2-3 sprzedawców miesięcznie. Opłaty wnoszone przez handlujących nie pokrywały poniesionych nas kosztów. Sprzedawcom trudno w to uwierzyć. – Z pracą pożegnały się nie 2, a jakieś 20 osób – mówi Wiesław Całuj, pracownik jednego ze stoisk. – To było nasze jedyne źródło utrzymania. Teraz trafiamy na ulicę. Nie wiem, co będzie dalej. Fundacja przekonuje, że zamknięcie hali nie musi oznaczać końca handlu mięsem. – Nie ma przeciwwskazań aby sprzedawcy wydzierżawili jakiś obiekt w okolicach ulicy Lubartowskiej – dodaje Postawska. – Mogą tam prowadzić działalność pod własnym szyldem, na własny koszt i ryzyko. – Nie ma takiego lokalu – wyjaśnia Kukuryk. – Mamy tu chłodnie, myjnie i inne pomieszczenia niezbędne do sprzedaży mięsa. Lokali w okolicy nie da się tak przystosować. Halę przy ul. Ruskiej czeka generalny remont. Potem LFOZ poszuka najemców spoza branży spożywczej. – To wyjątkowo kiepski pomysł – mówi Lena Grusiecka, stała klientka sprzedawców z hali. – Stoisk z ubraniami jest mnóstwo. Sklepów z dobrym mięsem, jak na lekarstwo. W okolicy nie ma już żadnego. Sprzedawcy z pobliskiego targowiska boją się, że niebawem podzielą los kolegów z hali. Z nieoficjalnych informacji wynika, że na wiosnę na ich miejsca ma być ogłoszony przetarg. – Bardzo się tego boimy – mówi pani Zofia, handlująca odzieżą. – Dorabiam sobie do emerytury. Zajmuję może trzy metry kwadratowe. Utarguję grosze, ale dla mnie to już coś. Na jednorazowe opłaty mnie stać, ale w przetargu nie mam szans. Nie wiadomo czy i kiedy fundacja zmieni zasady handlu na bazarze. Przedstawiciele LFOZ nie komentują doniesień na temat przetargu.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama