Robotnik, który pracował dla firmy Telbud Lublin, wszedł wczoraj na dźwig i grożąc samobójstwem zażądał zaległego wynagrodzenia. Dramatycznym wydarzeniom przyglądali się podwykonawcy Telbudu. Twierdzą, że firma jest im winna ponad dwieście tysięcy złotych.
Magdalena Bożko
28.02.2011 19:51
O tym, że Telbud Lublin zalega pracownikom z wypłatami, piszemy od połowy lutego. Do naszej redakcji zgłosili się robotnicy, którym firma winna była pensje za styczeń. Byli w rozpaczy, mówili, że nie mają za co żyć. Poszli do lubelskiej inspekcji pracy, która rozpoczęła kontrolę w Telbudzie. Ci robotnicy, którzy mieli umowy o pracę, otrzymali w końcu wynagrodzenia. Ci, którzy pracowali na umowę o dzieło, dostali tylko 40 proc. wypłaty.
Okazuje się, że Telbud zalega nie tylko robotnikom. Dramatycznym wydarzeniom na budowie przyglądali się wczoraj szefowie firm, które – jako podwykonawcy – pracowały dla Telbudu.
– Są mi winni 120 tys. zł. Jestem na skraju bankructwa – mówi pan Krzysztof.
– Ja mam u nich 150 tys. zł. Jestem w rozpaczy, a prezes gdzieś się rozpłynął – dodaje drugi z podwykonawców.
Od tygodnia prezes Telbudu jest nieuchwytny także dla nas. Udało nam się z nim porozmawiać tylko raz, 16 lutego.
– Jako wykonawca jesteśmy zależni od inwestora. Jeśli ten nam nie płaci, my nie mamy na wypłatę dla pracowników – tłumaczył wtedy prezes Sławomir Kurek.
Inwestorem na budowie, na której doszło do zdarzenia, jest Interbud. To dla nich Telbud wykonywał prace budowlane.
– My jesteśmy rozliczeni z Telbudem. Nic już dla nas nie robią. Mam nadzieję, że zapłacą ludziom – mówi Paweł Kłos z Interbudu, kierownik budowy przy ul. Pergolowej.
Komentarze