Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pobili sympatyków ONR. Sprawa wraca na wokandę

Lubelski sąd wznowił proces dotyczący pobicia uczestników marszu z okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych. W tej sprawie oskarżonych jest pięć osób. Wszyscy, to młodzi mieszkańcy Lublina.
Pobili sympatyków ONR.  Sprawa wraca na wokandę
Do awantury doszło w ubiegłym roku w pobliżu Ogrodu Saskiego. Zamaskowani napastnicy z okrzykiem "antifa hooligans” rzucili się na mężczyzn wracających z marszu. Według prokuratury, zaatakowali ich używając m.in. nunchaku, scyzoryka i butelki. Oskarżonym grozi do 8 lat więzienia. W środę miał zapaść wyrok, ale sąd wznowił proces. Wszystko przez oskarżonych, którzy nie stawiają się na sali rozpraw.

- Na poprzedniej rozprawie odtworzone zostało nagranie zajścia, ale oskarżeni byli na niej nieobecni - mówi sędzia Anna Folwarczna. - Chociaż wcześniej odmówili odpowiedzi na pytania, to muszą ustosunkować się do materiału dowodowego.

Rozprawę odroczono do 22 stycznia 2015 roku. Jeśli i tym razem oskarżeni nie pojawią się na Sali rozpraw, to zostaną tam doprowadzeni przez policję.

W sprawie odpowiada pięć osób. To 35-letni Krzysztof L., Mikołaj B. - filozof, Łukasz S. - bezrobotny spawacz, Tomasz P. - zaopatrzeniowiec i Miłosz W. - plastyk i student KUL. 1 marca ubiegłego roku bawili się w klubie Tektura. W centrum miasta odbywał się też marsz z okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych, organizowany przez Obóz Narodowo Radykalny. Po uroczystościach uczestnicy marszu ruszyli do baru. Do bójki doszło ok. godz. 23 w okolicy Ogrodu Saskiego.Zdaniem śledczych, oskarżeni zaatakowali sympatyków ONR z pobudek ideologicznych. Krzysztof L. i jego kompani zaprzeczają. Nie przyznali się również do używania niebezpiecznych narzędzi. Krzysztof L. wyjaśniał śledczym, że ochraniacz na zęby i gaz miał dla własnej ochrony. Twierdził, że nikogo nie bił. Podczas kolejnego przesłuchania przyznał, że był "czynnym obserwatorem” i uczestniczył w bójce.

Mikołaj B. wyjaśnił w prokuraturze, że tylko przechodził w pobliżu miejsca bójki. Miał przy sobie nunchaku, żeby "praktykować filozofię zen”. Znaleziony przy nim scyzoryk to pamiątka, kominiarka przydawała się na manifestacjach, a gaz miał chronić go przed dresiarzami. Później mężczyzna wyznał śledczym, że razem z kolegami poszedł w pobliże KUL. Tam czekał na wracających z baru sympatyków ONR. Uczestniczył w bójce, bo członkowie Obozu są "szkodliwi społecznie”. Finalnie Mikołaj B. wycofał się z tych zeznań. Łukasz Sz. przyznał się do udziału w bójce, ale nie z przyczyn ideologicznych.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama