Marcin Puszka: Mam mieszane uczucia
Mam dość mieszane uczucia, co do naszej kandydatury do Europejskiej Stolicy Kultury. Powodem jest nierównomierna promocja wydarzeń.
- 30.05.2011 17:33
Coraz częściej idziemy w kulturę wysoką, ambitną, a nie w coś, co może być dla mas. Długo zastanawiałem się nad tym, dlaczego często zdarza się taka sytuacja, że pomimo ciekawej programowo imprezy, uczestniczy w niej 30 zamiast 300 osób.
Wydaje się, że ludzie potrzebują jakiejś znanej marki żeby ruszyć się na imprezę, czegoś, co ich nie tyle zaciekawi, co po prostu przyciągnie, bo już gdzieś o tym słyszeli. Tymczasem w Lublinie w większości można spotkać kulturę niszową, dla przeciętnego \"lenia” nieatrakcyjną.
W naszym mieście ostatnim prestiżowym koncertem był występ zespołu Europe (wydarzenie zorganizowane w lipcu ubiegłego roku w ramach obchodów 30. rocznicy Lubelskiego Lipca). W programie zbliżającej się Nocy Kultury również jest wiele wydarzeń, ale nie są to wyraziste spotkania.
Stawiamy na ambicję, ale chyba nie tędy droga. Potrzeba czegoś, co przyciągnie ludzi z całej Europy, skoro staramy się o tytuł ESK. Trzeba szukać złotego środka, połączenia prestiżowych wydarzeń z komercją.
Co jest atutem miasta? Mamy potężne zaplecze ludzi, którzy chcą działać. Świetnie rozwija się Przestrzeń Działań Twórczych Tektura. Również w Chatce Żaka w każdym tygodniu odbywa się kilka wydarzeń. Nie brakuje tam koncertów, wystaw, czy spotkań.
Ciekawą inicjatywą jest również coroczna edycja Jarmarku Jagiellońskiego. Miasto przybiera wówczas bardzo barwne oblicze. Z czasem rozwija się również festiwal organizowany przeze mnie – HelloFolks! Możemy się chwalić także Innymi Brzmieniami, czy festiwalem jazzowym organizowanym przez Centrum Kultury.
Reklama













Komentarze