Reklama
Obrońcy zwierząt uratowali zagłodzonego Szarika
Wychudzony, z zanikiem m.in. mięśni skroniowych, co świadczy o niedożywieniu. Tak wyglądał pies \"Szarik”, którego obrońcy zwierząt zabrali w sobotę z jednej z posesji w miejscowości Tarzymiechy Drugie w powiecie krasnostawskim. Mieszaniec ważył zaledwie 20 kg, a powinien dwa razy więcej.
- 24.07.2011 16:56
– Rzadko się zdarza, żeby pies tak przyjazny ludziom i ułożony, reagujący na komendy był w takim stanie jak ten – dziwi się dr Emilia Chmiel, lekarz weterynarii ze Świdnika, która badała \"Szarika”. – Pies był w stanie skrajnego wyczerpania, z zanikiem mięśni, zgłasza skroniowych, co świadczy, że był długo głodzony. Jak długo? Trudno powiedzieć, ale na pewno nie był to tydzień lub dwa tygodnie. Pies ważył 20 kg, podczas gdy przy normalnych żywieniu jego waga powinna wynieść jakieś 40 kg. Konsekwencją była być śmierć głodowa.
Obrońcy zwierząt zabrali psa z posesji w miejscowości Tarzymiechy Drugie koło Izbicy w sobotę.
– Kiedy weszliśmy na teren posesji naszą uwagę przykuł wychudzony pies, który był przywiązany do łańcucha, o długości ok. 50 cm – opowiada Aleksandra Lipianin-Białogrzywy z Lubelskiej Straży Ochrony Zwierząt. – Pies ledwo stał na nogach. Na terenie posesji były jeszcze trzy inne psy, w lepszej kondycji niż \"Szarik”. Właścicielka czworonoga najpierw z nami rozmawiała. Powiedziała, że karmi zwierzęta wodą z chlebem. Później, kiedy powiedzieliśmy, że chcemy zabrać najbardziej wychudzonego psa zmieniła front. Stwierdziła, że chcemy, odebrać jej zwierzę, żeby je sprzedać. Chciała nam go oddać za tysiąc złotych.
Kiedy inspektorzy wezwali na miejsce policję kobieta zgodziła się oddać psa. – Nie chciała natomiast podpisać protokołu, że zrzeka się zwierzęcia – informuje Janusz Wójtowicz, rzecznik Lubelskiego Komendanta Wojewódzkiego Policji. – Pies był rzeczywiście wychudzony. Jego stan nie jest to chyba efektem złej woli tej kobiety, ale raczej jej nieporadności. Może nie była w stanie zajmować się już tymi zwierzętami.
\"Szarik” jest w tymczasowym domu.
Na tym interwencja obrońców zwierząt się jednak nie kończy. – Jutro chcemy zgłosić się do wójta gminy w sprawie odebrania tej kobiecie być może reszty zwierząt – zapowiada przedstawicielka Lubelskiej Straży Ochrony Zwierząt. – Sprawa trafi też do prokuratury.
Reklama













Komentarze