Co krok, to ludzkie kości
W Dryszczowie teren, na którym ma stanąć biogazownia, zaścielają ludzkie kości. Wystarczy chwilę się rozejrzeć, aby wypatrzyć piszczele, fragmenty kręgosłupów czy czaszek. W tym miejscu za sprawą ludzkiej działalności ziemia wydaje ludzkie szczątki już po raz kolejny.
- 15.11.2011 17:26
Eugeniusz Chwil, który mieszka w Dryszczowie od 1946 roku pamięta, że w miejscu, gdzie teraz walają się kości, znajdował się nieduży kopiec.
– Kiedy w latach 70. ubiegłego stulecia zaczęto budować tam bazę skupu buraków i okazało się, że kopiec skrywa ludzkie szczątki, urzędnicy mieli najpierw odstąpić od jego splantowania – wspomina Chwil. – Nie minął jednak rok, kiedy kolejny inspektor zadecydował, że skoro od odkrytych pochówków na pewno upłynęło już z górą 50 lat, teren można do końca zniwelować. I tak też się stało, przez co kości zostały rozwleczone spychaczami po całym terenie.
Okazało się, że kości wyjrzały tam z ziemi także jeszcze w latach 60., kiedy budowano drogę do Dryszczowa.
– Byłam jeszcze dzieckiem, kiedy budowano tę drogę – mówi Michalina Cymborska, sekretarz gminy Żmudź. – Pamiętam, że kości wydobywane w czasie tych prac skrupulatnie zebrano i pochowano. Gdzie, niestety, nie wiem.
Jak na ironię, ziemia zdjęta przed kilkoma miesiącami z dawnego placu buraczanego została wykorzystana do utylizacji... gminnego wysypiska śmieci. Jedna z wywrotek wysypała też ziemię na życzenie gospodarza w obrębie znajdującego się po sąsiedzku gospodarstwa Bogdana Borkowskiego. – Kiedy w tym, co mi przywieziono, znalazłem ludzką szczękę i fragmenty kręgosłupa, więcej tej ziemi już nie chciałem – mówi Borkowski.
Z sąsiadów Borkowskiego najwięcej do powiedzenia na temat pochodzenia odkrytych w Dryszczowie ludzkich szczątków miał Stefan Cymborski. – W miejscu, gdzie później urządzono skup buraków cukrowych, pamiętam podworską stodołę – mówi. – Za nią był cmentarz. Mówiło się, że jeszcze przed I wojną światową zostały pochowane ofiary zarazy, która zdziesiątkowała okoliczną ludność. W mojej pamięci ten cmentarz zapisał się jedynie jako zakrzaczony teren, bez śladów krzyży czy nagrobków.
Zdaniem Wiesława Tulikowskiego z chełmskiego Ośrodka Prokuratury Okręgowej w Lublinie, o każdym przypadku znalezienia ludzkich szczątków należy powiadomić policję. – Tak uczyniłam i czekam na przyjazd funkcjonariuszy – powiedziała wczoraj Edyta Niezgoda, wójt gminy Żmudź. – Za ich zgodą własnymi siłami zbierzemy wszystkie kości i pochowamy je w godnym miejscu, a więc najprawdopodobniej na cmentarzu.
Niewykluczone, że problem ludzkich szczątków, walających się na terenie dawnej buraczanej bazy, do tej pory nikogo by nie interesował. Rzecz w tym, że plany prywatnych inwestorów związane z budową biogazowi nie wszystkim w Dryszczowie przypadły do gustu. Wskazując na dawny cmentarz i jego makabryczne świadectwa, chcą im te plany pokrzyżować.
Reklama













Komentarze