Pojedziemy szybciej ulicami Lublina? Urzędnicy mają zmienić znaki
Czy wszędzie ograniczenia prędkości mają sens? Miejscy urzędnicy mają to dokładnie sprawdzić. Tam, gdzie będzie to możliwe, znaki się zmienią. Zdaniem części kierowców to konieczność, a istniejące ograniczenia są zbyt rygorystyczne.
- 31.01.2012 17:49
Jedną z ulic, na której dopuszczalna prędkość może być zwiększona jest ul. Krochmalna. Jej oznakowanie budzi wiele emocji, odkąd Straż Miejska dostała do ręki nową broń – fotoradar. To właśnie przy Krochmalnej urządzenie robi najwięcej zdjęć. Wszystko przez to, że nie wolno tu jechać szybciej, niż 40 km/h.
Przez 12 dni pracy aparat sfotografował dokładnie 932 samochody przekraczające dozwoloną prędkość. Z tego 702 zdjęcia zrobił właśnie przy Krochmalnej i to zaledwie w trzy dni. Na pozostałe dziewięć dni w kilku innych lokalizacjach przypada „tylko” 230 zdjęć. Zgodnie z założeniami fotoradar ma w tym roku zarobić dla miasta milion złotych.
– Mnie nie interesują wpływy z mandatów, bo to jest rzecz wtórna. Mnie interesuje bezpieczeństwo, a zdaję sobie sprawę z tego, że jeździmy za szybko – zapewnia tymczasem Krzysztof Żuk, prezydent miasta. Ale zapowiada: – Zlecę Zarządowi Dróg i Mostów weryfikację istniejącego oznakowania ulic, w tym ograniczeń prędkości.
Urzędnicy szacują, że na Krochmalnej uda się podnieść dopuszczalną prędkość do 50 km/h. – Tu głównym powodem ograniczenia do 40 km/h był zły stan nawierzchni – informuje Andrzej Bałaban, naczelnik Wydziału Zarządzania Ruchem w Zarządzie Dróg i Mostów.
Na tej liście wstępnie wymieniana jest też ul. Romera i Diamentowa. Tu również obowiązuje ograniczenie do 40 km/h. Jest szansa, że szybciej, niż teraz będzie można jechać przez al. Smorawińskiego za fotoradarem stojącym obok przejścia bez świateł a Wiaduktem Poniatowskiego, gdzie nie można jechać teraz szybciej, niż 50 km/h.
Od pół roku szybciej można jeździć al. Spółdzielczości Pracy między Związkową a granicą miasta. Dopuszczalna prędkość w tym miejscu to 70 km/h. Wcześniej było to 50 km/h. – O zmianę wnioskowała policja – przyznaje Bałaban. Mundurowi stwierdzili, że duże różnice prędkości między pojazdami i to, że wielu kierowców łamało ograniczenia było groźne dla bezpie-czeństwa ruchu.
Najmniej można spodziewać się zmiany oznakowania na dwupasmówkach, na których są przejścia dla pieszych bez świateł, bo tu samochody i tak często mkną za szybko. Jako przykład prezydent podaje al. Andersa. – Tam kierowcy jeżdżą z prędkością 100 km/h i nie ma możliwości, by kierowca wyhamował przed osobą znajdującą się na przejściu, a pieszy czuje się tam pewnie, bo ma dobrze oznakowane przejście – mówi Żuk.
Reklama
Komentarze