Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

W przychodni przepadła karta i dokumentacja ciężko chorego pacjenta

Dariusz Taźbirek od kilku lat niedomagał. W końcu w październiku 2010 r. neurolog stwierdził, że ma guza mózgu. Potwierdziły to badania tomograficzne czaszki. W tym stanie kwalifikuje się na rentę. Problem w tym, że w przychodni, w której się leczył zaginęła jego karta wraz z całą dokumentacją.
W przychodni przepadła karta i dokumentacja ciężko chorego pacjenta
Dopóki karta się nie odnalazła Taźbirkom udało się odtworzyć jedynie część dokumentacji choroby i le
O tym, że karta zaginęła, pan Dariusz dowiedział się podczas kolejnej wizyty u prowadzącego jego leczenie neurologa w samodzielnym Publicznym ZOZ w Krasnymstawie 7 czerwca 2011 r. – Od grudnia 2010 r. mąż odwiedzał przychodnię po dwa razy w miesiącu – mówi Agnieszka Taźbirek, żona Dariusza. – Wiązało się to z kolejnymi zasłabnięciami i utratami przytomności. Zgodnie z zaleceniem neurologa wszystkie te przypadku odnotowywałam i opisywałam. Moje notatki lekarz dołączał do dokumentacji. Okazało się, że przepadły wraz z całą pozostałą dokumentacją. W przychodni rejestratorki założyły Taźbirkowi nową kartę. Obiecały także, że będą szukały zaginionej dokumentacji do skutku. – Przecież te dokumenty mają podstawowe znaczenie dla członków komisji, od których zależy przyznanie mężowi zasiłku pielęgnacyjnego i renty – żali się pani Agnieszka. – Tymczasem od Danuty Zabornej, kierowniczki przychodni usłyszałam, że przecież nic się nie stało i nie ma potrzeby szukać problemu tam, gdzie go nie ma. W rozmowie telefonicznej Zaborna potwierdziła swoje stanowisko w tej sprawie. – Jest pacjent i jest lekarz prowadzący, który przecież wyda zaświadczenie o stanie zdrowia pacjenta – mówi kierownik przychodni. – Zebrana dokumentacja też ma swoje znaczenie. Trudno mi powiedzieć, co się stało z wcześniejszymi dokumentami. Zapewniam, że podwładne wciąż ich szukają. Agnieszka Taźbirek pamięta, że kiedy z mężem dowiedzieli się w rejestracji, że dokumentacja zaginęła, w podobnej sytuacji była także starsza kobieta, cierpiąca na padaczkę. Ponoć jej również rejestratorki musiały wystawić nową kartę. Kierownik Zaborna zapytana, czy w jej przychodni podobnych przypadków było więcej, nie zaprzeczyła, ani też tego nie potwierdziła. Taźbirkowie nie zamierzali przychodni odpuścić. W tym celu odwiedzili już społeczne biuro porad prawnych. W ich imieniu miało się oficjalnie zwrócić do kierownictwa przychodni z zapytaniem, dlaczego w związku ze staraniami o rentę została im wydana niepełna dokumentacja. Tymczasem okazało się, że już nie ma takiej potrzeby. Wczoraj rano Piotr Patej, dyrektor krasnostawskiego szpitala, któremu podlega także publiczna przychodnia poinformował, że karta z dokumentacją wreszcie została odnaleziona. Rejestratorki wydobyły ją… spomiędzy szaf. – Pracownice rejestracji dopuściły się, mówiąc delikatnie niedbalstwa – mówi dyrektor. – Z pracy ich za to nie zwolnię, ale przeprowadziłem z nimi poważna rozmowę. W końcu karta pacjenta to najistotniejszy dokument w procesie udzielania świadczeń zdrowotnych. O tym, że karta pana Taźbirka w końcu została odnaleziona on sam dowiedział się wczoraj nie od tych, którzy zawinili, lecz od dziennikarza.

Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama