Krasnystaw: Ekolodzy protestują przeciw wycince lipowej alei
Ekolodzy z krasnostawskiego Stowarzyszenia VIRIDIS na swojej stronie internetowej protestują przeciwko zaplanowanej wycince starych drzew, rosnących wzdłuż ul. Okrzei. Problem w tym, że żaden z nich nie zapukał do Urzędu Miasta, by przekonać urzędników do swoich racji i odwieźć ich od wycinki.
- 22.02.2012 15:54

Chodzi o dziewięć wiązów, 11 lip, trzy jesiony, po dwa kasztanowce i klony oraz jedna akacja. Działacze VIRIDIS sprawdzili, że tylko pięć pni tych drzew ma poniżej 200 cm w obwodzie. Obwód najbardziej okazałych sięga 335 cm. W anonimowym mailu poprosili nas o interwencję.
Z wnioskiem o wycinkę drzew wystąpił Zarząd Dróg Powiatowych.
– Wniosek ZDP musieli zaopiniować specjaliści z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Lublinie – mówi Dariusz Turzyniecki, wiceburmistrz Krasnegostawu. – Wyrazili zgodę na wycinkę wszystkich wskazanych przez drogowców drzew. Ale my, wydając pozwolenie na wycinkę, znacznie zredukowaliśmy ich liczbę. Nie chcieliśmy się zgodzić na ogołocenie ul. Okrzei z zieleni.
Turzyniecki dodaje, że już od dwóch lat temat drzew przy ul. Okrzei w różnych formach był podnoszony podczas sesji Rady Miasta.
– Charakterystyczne, że te wystąpienia dotyczyły nie zachowania, ale wręcz przeciwnie, usunięcia drzew. Zdaniem radnych, bądź reprezentowanych przez nich wyborców te drzewa z uwagi na wiek i stan zagrażały mieszkańcom. Wystarczyło trochę porywistego wiatru, a na ziemię waliły się gałęzie, bądź całe konary. Ponadto te drzewa z wiadomym skutkiem upodobały sobie gawrony - wyjaśnia.
Ekolodzy z VIRIDIS uważają, że zamiast wycinać chore drzewa, należy je leczyć. Zdają sobie sprawę, że to kosztuje znacznie więcej niż prosta wycinka. Ale na takie okazy, jak przy Okrzei trzeba czekać dziesiątki lat. Wypominają władzom miasta, że w niedalekiej przeszłości lekką ręką ogołocili z drzew Rynek Miejski. Wycięli potężne topole na wałach przeciwpowodziowych wzdłuż Wieprza, czy też drzewa za Szkołą Podstawową nr 5.
– Jeśli to zrobiliśmy, to mieliśmy ku temu konkretne powody – zapewnia Turzyniecki. – Chętnie byśmy na ten temat z ekologami porozmawiali, ale im chyba na tym nie zależy. Gdyby było inaczej przypomniał bym im miedzy innymi, jak właśnie przez topole wysoka woda przerwała wały przeciwpowodziowe.
Reklama













Komentarze