Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Autobus PKS nie przyjechał, pasażer domaga się tysiąca złotych

Pan Jan z Puław domaga się tysiąca złotych od PKS Wschód. Mężczyzna wracał z Hamburga i utknął w Kowarach, bo nie przyjechał autobus lubelskiego przewoźnika. Do domu dotarł po… 15 godzinach podróży i dwóch przesiadkach.
Autobus PKS nie przyjechał, pasażer domaga się tysiąca złotych
(Jacek Świerczyński / Archiwum)
To miała być łatwa podróż. Pan Jan wracał na święta Bożego Narodzenia z pracy w Niemczech. Żeby uniknąć kłopotliwych przesiadek postanowił w Polsce skorzystać z nowego, bezpośredniego połączenia PKS Wschód ze Szklarskiej Poręby do Puław. Jego żona potwierdziła dzień wcześniej w informacji przewoźnika, że 21 grudnia na przystanku w Kowarach jej mąż będzie miał autobus o 17.30. Podróżny czekał i czekał w Kowarach, ale autobus nie przyjechał. – W lubelskim PKS-ie nie potrafili powiedzieć mi, co się stało. Dali za to komórkę do kierowcy. Powiedział mi, że ominął przystanek w Kowarach, bo policja zamknęła drogę ze względu na złe warunki pogody – relacjonuje żona, która poprosiła nas o interwencję (pan Jan jest teraz w Niemczech). Przekonuje, że funkcjonariusze z Kowar nie potwierdzili jej zamknięcia trasy z powodu śniegu lub wypadku. Podróżny dotarł do Puław, ale okrężną drogą i z dwoma przesiadkami. – Podróż trwała aż 15 godzin – mówi żona. Dlatego pokrzywdzony chce teraz od PKS Wschód 1 tys. zł odszkodowania za poniesione straty finansowe i moralne. Przewoźnik odesłał klienta do swojego towarzystwa ubezpieczeniowego, a to odmówiło zajęcia się sprawą. Pan Jan poskarżył się do Urzędu Marszałkowskiego (właściciel PKS Wschód) i czeka na odpowiedź. – Oddajemy pieniądze, jeśli ktoś przedstawi nam bilety. Ten człowiek nie udokumentował nam, że miał wydatki i był na tym przystanku. Nie mogę przekazać ani złotówki bez dowodu – mówi Józef Penar, dyrektor lubelskiego oddziału PKS Wschód. Dodaje: W trosce o dobre imię firmy i klientów praktykujemy ugody. Ale na miłość boską, skąd się wzięła kwota tysiąca złotych? Jadąc do Puław nawet pociągiem w pierwszej klasie tyle się przecież nie wyda. Co mają robić pasażerowie, żeby uniknąć takich przykrych niespodzianek? – Nie mam rady. Nie przewiduję takich sytuacji, a ta sprawa to wyjątek potwierdzający regułę. Jesteśmy otwarci na merytoryczną rozmowę na partnerskich warunkach. W ostateczności sprawą może się zająć sąd – mówi Penar. – Dlaczego od razu nie odpisali nam, że trzeba przedstawić bilety? Niech pan dyrektor postawi się w sytuacji mojego męża, który z torbą sterczy w zimową noc na przystanku w Kowarach i nie może doczekać się autobusu – denerwuje się małżonka pechowego podróżnego. – Sprawą zajmują się władze spółki. Nie zostawiamy petentów bez pomocy, staramy się zajmować takimi sprawami, ale nasze kompetencje są ograniczone – rozkłada ręce Aneta Fornal, kierownik nadzoru właścicielskiego w Urzędzie Marszałkowskim. Dla Dziennika Wschodniego Lidia Baran-Ćwirta Miejski Rzecznik Konsumentów z Lublina: – Jeśli pasażer nie miał biletu to niewiele można zrobić. Gdyby pan Jan miał bilet, to wtedy mógłby np. żądać zwrotu świadczenia za przewóz zastępczy. Umowa przewozu zawierana jest przez wykupienie biletu i zajęcie miejsca w pojeździe. Radzę podróżnym kupować bilety przed podróżą lub je rezerwować żeby uniknąć przykrych przygód.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama