Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Przez Lublin przebiegł \"dziki maraton\"

W sobotę – po raz pierwszy – ulicami miasta przebiegli uczestnicy maratonu. Pokonali 42 kilometry i 195 metrów.
Przez Lublin przebiegł \"dziki maraton\"
Rafał Panas, dziennikarz \"Dziennika Wschodniego\"
Ten maraton był inny niż tradycyjne tego typu imprezy. Im bliżej mety, tym więcej osób biegnie, bo kolejni uczestnicy dołączyli na 20, 10 i 5 kilometrze maratonu. Moja przygoda zaczęła się na 14 kilometrze, na ulicy Osmolickiej w środku Dąbrowy. Maraton widać było już z daleka. Z przodu policyjny motocykl i ciężarówka z wodą i bananami. Z tyłu karateka pogotowia. A w środku biegacze w białych koszulkach z logiem imprezy, specjalnie przygotowanych na tą imprezę. - Jest dobrze – mówi Tomek Rakowski, szef TVP Lublin i jeden z organizatorów „Dzikiego”. Z uśmiechem, choć w nogach ma już 30 kilometrów. Mocny uścisk dłoni i biegniemy. Tempo spokojne, 6 i pół minuty na kilometr. Można gadać. Nieco wieje, ale co najważniejsze nie pada i nie ma upału. Pogoda jak na zamówienie. Z ciężarówki podają nam picie. Butelki podawane z ręki do ręki wędrują wśród biegaczy. Mijamy samochody z kierowcami nieco zdziwionymi takim towarzystwem na jezdni. Na ścieżce rowerowej maraton rozciąga się. Jednak pomysł jest taki żeby wspólnie zakończyć bieg. Jeszcze kilkaset metrów, widzimy już Zamek i wbiegamy na metę. A tam na każdego z biegaczy czekają medale przygotowane przez Fundację Rozwoju Sportu w Lublinie i wolontariusze z butelkami wody. Smakującej w tej chwili nadzwyczajnie. W „dzikim” lubelskim wystartowało w sumie ponad 120 biegaczy i biegaczek. Za rok ponownie spotkamy się na ulicach Lublina (też przed Nocą Kultury) ale już na prawdziwym maratonie.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama