Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Coś było gratem, a potem cyka z wdzięcznością

Rozmowa z Ryszardem Morawskim, zegarmistrzem z ul. ul. Narutowicza 13 w Lublinie.
Coś było gratem, a potem cyka z wdzięcznością
Zdjęcia Ryszarda Morawskiego i 11 innych lubelskich rzemieślników autorstwa Michała Jadczaka i Kuby
• Jak został Pan zegarmistrzem? – Miałem kiedyś kolegę, który pracował w zakładzie przy ul. Lubartowskiej. Gdy byłem wtedy w szkole średniej, to przychodziłem czasem i mu pomagałem. Zawsze pociągały mnie przekładnie, koła zębate. To był rok 1966, może 67. W 1972 r. zacząłem naukę zawodu, a po zdaniu egzaminu czeladnika, pracę. Zacząłem w tym samym miejscu, gdzie teraz jesteśmy. • W tym samym pomieszczeniu? – Tak, siedziałem dokładnie tu, gdzie dziś siedzę. Tylko lokal był większy, kilkanaście osób w nim pracowało. To była państwowa firma - \"Jubiler”. Robiliśmy naprawy gwarancyjne dla całego województwa. Ludzie przyjeżdżali z Chełma czy Poniatowej. Był porządek. Klienta nie obchodziło, gdzie kupił zegarek, czy w Lublinie, czy w Gdańsku. • A dziś? – Dziś jak się rower zepsuje, to kupuje się nowy. Nie idzie się do warsztatu, tylko do marketu. Wszystko się wyrzuca, zatruwa środowisko. Ile ja miałem takich przypadków, że człowiek był w trzech zakładach i wszędzie mówili, żeby do śmieci wyrzucić i kupić nowy! Przecież klientowi nie można tego sugerować. Jak zechce, to sam sobie kupi nowy. • Dziś zegarki już nie są takie niezbędne. Każdy ma komórkę. – To nie do końca prawda. Są ludzie, którzy nie wytrzymują bez zegarka. Mają po kilka sztuk: na co dzień, do kościoła, na wychodne. I wcale nie jest regułą, że jak ktoś ma telefon komórkowy, to już zegarka nie potrzebuje. Ja osobiście komórki się wstydzę. Jak jadę w autobusie, to nigdy nie odbieram. Uważam, że to niesmaczne. • Reperuje pan tylko zegarki? – Ludzie przynoszą też różańce czy okulary, do których trzeba przykręcić śrubkę, a optyk nie chce. A tu na przykład mam broszkę z kotkiem, któremu ogonek odpadł. Trzeba będzie przylutować. • Sporo tu zegarów z kukułką... –Bo ja te kukułeczki lubię. Choć to niewdzięczna robota. Pamiętam, że jak przyszedłem po egzaminie, to pierwsze pytanie było: Robisz kukułki? Jak powiedziałem, że robię, to tak się wszyscy cieszyli... To zawsze była moja pasja, coś, co mnie wciągało. Lubię pracę, która przynosi efekty. Coś było gratem, a potem chodzi, gada. Cyka z wdzięcznością.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama