Sokiści wypowiadają wojnę przechodzącym przez tory. Stawiają kamery widzące pieszego
z 2 kilometrów. Gorzej jest z budową nowych, legalnych przejść.
Dominik Smaga
16.10.2012 19:01
Wnętrze radiowozu SOK wyposażonego w nowoczesne kamery obserwujące okolice torowisk (Jacek Świerczyń
W 2013 r. dzikie przejścia mogą być u nas jeszcze groźniejsze. Zamkniętą teraz linią Lublin–Lubartów po kilka razy dziennie mają pędzić (nawet 120 km/h) szynobusy. Na linii do Warszawy pociągi dostaną przyspieszenia do 140, a nawet 160 km/h. – Droga hamowania się wydłuży – mówi Zygmunt Grzechulski, dyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Lublinie. Piesi mogą źle szacować, czy zdążą przejść. Skład jadący 160 km/h przemierza w 10 sekund prawie pół kilometra.
Sokiści wytypowali w regionie 60 szczególnie niebezpiecznych dzikich przejść. Jedno z nich jest koło ul. Szklanej w Lublinie. Kilka lat temu zginął tu 25-latek, parę miesięcy później starszy mężczyzna stracił nogę.
Ale są też miejsca, gdzie legalnie przejść się nie da, choć potrzeba jest. Jak np. z lubelskiej dzielnicy Czuby do lasu Stary Gaj. I tu nieprędko się to zmieni. Kolej każe czekać na lata 2014–20 i ewentualną budowę stacji Lublin Zachodni z przejściem podziemnym. Wcześniejszą budowę przejścia po szynach kolej wyklucza. – Trzeba by wycinać część lasu i zmniejszać prędkość pociągów – stwierdza Grzechulski.
Komentarze