Uratował życie mężczyźnie z zawałem serca. Rodzina dziękuje
22-letni Paweł Brus ocalił mężczyznę, który miał zawał serca. Kilka dni temu ponownie spotkał się z uratowanym i jego rodziną.
- 16.10.2012 21:45

Uratowany mężczyzna to Bolesław Petryna. Razem z żoną Wiesławą pracuje na bazarze przy ul. Nowy Plac Targowy w Lublinie. Na początku września właśnie tutaj przeszedł piąty już zawał serca. Zanim przyjechała karetka, nieznajomy mężczyzna zaczął go reanimować. Potem zniknął. – Lekarze powiedzieli, że gdyby nie ten człowiek, to bym zmarł – przyznaje pan Bolesław.
Rodzina uratowanego mężczyzny chciała podziękować bohaterowi i od razu zaczęła go szukać, m.in. za pośrednictwem naszej gazety. Spotkali go ponownie dopiero kilka dni temu, kiedy sam odwiedził ich na bazarze.
– W ubiegły piątek wracałem tędy z uczelni i pomyślałem, że zajrzę i zapytam o zdrowie pana Bolesława – mówi Paweł Brus. – Potem ledwo udało mi się uciec do domu! – żartuje.
– Prawie go udusiłam, a moja córka cieszyła się jeszcze bardziej! Taki przystojny! – śmieje się pani Wiesława.
Pan Paweł ma 22 lata i mieszka w Woli Piaseckiej. W dniu, kiedy pan Bolesław miał zawał, przechodził obok bazaru, bo szedł na pobliski dworzec autobusowy. Od lat działa w Ochotniczej Straży Pożarnej i nie pierwszy raz pomógł człowiekowi. Rodzina pana Bolesława podkreśla, że reanimacja trwała prawie dwadzieścia minut.
– Chyba tak. Nie wiem, bo w takich chwilach nie liczy się czasu – mówi Paweł Brus. – Najdziwniejsze jest to, że wokół było tyle osób, przyszła ochrona z bazaru i nikt nie zaczął udzielać pierwszej pomocy. A przecież każdy powinien to zrobić.
Pan Paweł jest na pierwszym roku studiów wschodnioeuropejskich na UMCS. W przyszłym roku chce zacząć ratownictwo medyczne. – Chciałbym pracować w Państwowej Straży Pożarnej, ale trudno dostać się do odpowiedniej szkoły. Myślę, że za trzy lata pójdę do wojska. Do tego czasu zdążę zdobyć tytuł ratownika medycznego. Nie chcę zwykłej pracy. Nie umiem żyć na pół gwizdka.
Reklama
Komentarze