Po napaści Sowietów na Polskę w 1939 r. tysiące żołnierzy znalazło się więzieniach NKWD. Tak było też w przypadku ludności cywilnej pod okupacją sowiecką. Dziesiątki tysięcy Polaków wywieziono m.in. do Kazachstanu; wielu przebywało w łagrach.
Układ zawarty 30 lipca 1941 r. między Polską i ZSRR (tzw. układ Sikorski-Majski) rozbudził nadzieje Polaków na wyrwanie się z sowieckiej niewoli. Szansą dla kraju było też tworzenie armii na terenie ZSRR, na czele której stał gen. Władysław Anders. Była to szansa na podjęcie walki przeciwko okupantowi.
Walczyć z Niemcami i wrócić do kraju
– Ogłoszona amnestia rozbudziła nadzieje wielu Polaków przebywających na terenie ZSRR – mówi Robert Och, znany puławski historyk i regionalista. – Do tworzącej się polskiej armii zgłaszały się całe rodziny, marzące o powrocie do kraju.
Wśród wielu ochotników zgłaszających się do tworzonej armii byli także byli żołnierze związani z Puławami. Wśród nich był Wincenty Karczmarczyk, który przed wojną był żołnierzem 2. Pułku Saperów Kaniowskich; przeszedł szlak bojowy zakończony pod Włodzimierzem Wołyńskim. Tam jego oddział rozbroili Sowieci i został internowany. Trafił do obozu w Szepietówce.
Pracował w nieludzkich warunkach w kamieniołomach, a kiedy Niemcy napadli na ZSRR przebywał już nad Dońcem. Tam dowiedział się o tworzeniu armii polskiej. Natychmiast zgłosił się. Najbliższe oddziały były tworzone na południu Kazachstanu. Dotarcie do punktu rekrutacyjnego zajęło mu sześć dni. Został przyjęty. Razem z innymi ochotnikami zostali przeniesieni w pobliże Afganistanu. Tam czekali na dalsze rozkazy.
– I takowe przyszły – mówi Robert Och. – Dowiedzieli się, że maja opuścić terytorium ZSRR. Statkiem służącym do transportu ropy popłynęli do Persji. Podróż trwała dwie doby. Po odbyciu kwarantanny w obozie - samochodami - przez Iran, Irak dotarli do Palestyny, gdzie przeszli szkolenie.
Wincenty Karczmarczyk wraz z innymi mieli być uzupełnieniem strzelców karpackich. On sam, w sierpniu 1942 r. został przydzielony do dywizji strzelców w Iraku, potem dotarł do Egiptu. Anglicy wyposażyli ich w mundury, uzbroili i przez Kanał Sueski Karczmarczyk dotarł na front włoski.

Bitwa o klasztor
W kwietniu 1942 r. Wincenty Karczmarczyk bierze udział w bitwie pod Monte Cassino. Tygodniowa bitwa przeszła do historii. Zginęło w niej wielu żołnierzy, którzy będąc w sowieckiej niewoli marzyli o jednym: walce z Niemcami i powrocie do kraju. Karczmarczyk przeżył. Po wojnie wrócił Puław, gdzie mieszkał do śmierci.
Wojenne zawierucha nie ominęła także innego puławianina – Jerzego Baranowskiego. Urodził się 1925 r. Dzieciństwo spędził na Kresach Wschodnich, gdzie zastała ich wojna. Razem z matką – Julią uciekli do Wilna, dzięki czemu uniknęli pierw-szych, masowych aresztowań.
W kwietniu 1941 r. Sowieci zaproponowali jego rodzinie przyjęcie nowego obywatelstwa. Nie zgodzili się. Trafili za to na Syberię.
– Po układzie Sikorski-Majski Jerzy Baranowski zgłosił się do armii Andersa – dodaje Robert Och. – Przeszedł szlak bojowy zakończony pod Monte Cassino.
Bitwę o klasztor przeżył, ale kilka miesięcy potem został ciężko ranny i umarł w szpitalu w Loreto. Tam też został pochowany, a jego śmierć opisał Melchior Wańkowicz.
W obronie puławskiego mostu
Również pod Monte Cassino walczył inny nasz rodak z Puław – Władysław Arzymanow. Urodził się 30.VII.1913 r. w Jałcie. Matka Katarzyna z d. Kowalik była Polką, a ojciec Rosjaninem. Rodzice zmarli w Rosji w okresie I wojny światowej. Po śmierci rodziców wychowywał się u babki i ciotki na Włostowicach. Po szkole kadetów w Rawiczu dostał się do szkoły podchorążych artylerii w Toruniu, potem do 3. Pułku Arterii Lekkiej w Zamościu, gdzie go zastała wojna.
Los sprawił, że we wrześniu 1939 jego dywizjon był pod Puławami. Jego zadaniem była obrona Wisły na odcinku Puławy-Kazimierz. Bateria Arzymanowa miała bronić puławskiego mostu. Jego stanowisko z małym działkiem, znajdowało się na wzgórzu obok kościoła Wniebowzięcia NMP.
Po kampanii wrześniowej W. Arzymanow przedostał się na Węgry, gdzie otrzymał misję powrotu do kraju z rozkazami dla tworzącego się ruchu oporu. Żołnierski obowiązek kazał mu ruszyć na kurierski szlak. Kurierzy przeprowadzali z kraju przez „zieloną granicę” ludzi zagrożonych aresztowaniami, dostarczali ich na terytorium Węgier, skąd tych którzy byli zdolni do pełnienia służby wojskowej, przerzucano dalej do Francji aby tam zasilali oddziały wojska polskiego. Trasę między Węgrami a Polską odbywał kilkakrotnie. W czasie swej bardzo trudnej, odpowiedzialnej i niebezpiecznej służby został schwytany przez Niemców, ale udało mu się uciec i mimo otrzymanej rany postrzałowej, zdołał przeprowadzić na Węgry grupę polskich żołnierzy.
Wyleczyli go w Syrii, tam też został dowódcą dywizjonu artylerii, awansował na stopień majora, brał udział w kampanii włoskiej, walczył pod Tobrukiem, Monte Cassino, Anconą i Bolonią.
– W jednej z bitew w 1941 r. - jako obserwator - uratował od śmierci polskie oddziały – mówi Robert Och. – Miał za zadanie korygować ostrzał artyleryjski, a jednocześnie pilnować, czy oddziały stacjonują na tych pozycjach, które były wcześniej ustalone. W pewnym momencie zauważył zbyt daleko wysunięte oddziały, które - gdyby nie jego błyskawiczna interwencja - dostałyby się podczas szturmu w okrążenie wroga.
Władysław Arzymanow zmarł w 1968 r. w wieku 55 lat. Pochowany został na cmentarzu Kensal Green, na którym chowano polskich emigrantów od XIX wieku. Żołnierskie zasługi Władysława doceniono poprzez uhonorowanie go licznymi odznaczeniami polskimi i brytyjskimi, m.in.: Krzyż Walecznych (dwukrotnie), Krzyż Monte Cassino, Africa Star, The War Medal 1939-1945.
40 minut na spakowanie
Inny los z kolei spotkał Ryszarda Glijera, kolejnego żołnierza Andersa związanego z Puławami. Urodził się w 1923 r. w Kowlu, ojciec był komendantem posterunku policji. Kiedy wybuchła wojna, razem z rodziną uciekli do Kowla. Nie uciekli jednak przed NKWD. Dali im 40 minut na spakowanie i Ryszard Glijer razem z matką i braćmi zostali wywiezieni do Kazachstanu W marcu 1942 r. zgłosił się do armii Andersa i wyruszył statkiem do Teheranu potem przez Palestynę, Egipt do Szkocji. Wstąpił do szkoły cichociemnych, był w sztabie naczelnego wodza. Został instruktorem. W 1944 r. wraz z innymi trafił do Włoch. Stąd mieli dostarczyć sprzęt dla żołnierzy AK.
Kiedy przygotowywał się do akcji, w Warszawie wybuchło powstanie i wstrzymano przerzut cichociemnych.
Po wojnie został na Zachodzie. W 1948 r. poprosił o przeniesienie do cywila. Batorym wrócił do kraju. Zamieszkał w Puławach. Tutaj też zmarł w 2007 r.














Komentarze