– O tym, że może dojść do prób destabilizacji pracy instytutu dowiedziałem się 20 października, a kilka dni później nastąpiły dwie próby wtargnięcia na nasz teren. Służby ochrony, uprzedzone przeze mnie, zareagowały w sposób właściwy, a pismo w tej sprawie zostało przekazane do prokuratury – mówi dyrektor.
Kto i w jakim celu próbował dostać się na teren państwowej firmy?
– Nie mogę powiedzieć nic więcej, bo trwa w tej sprawie dochodzenie. Byłem już na tę okoliczność przesłuchany, sprawa jest w toku – stwierdza Niemczuk.
– Otrzymaliśmy zawiadomienie w tej sprawie – potwierdza Katarzyna Abramowicz, z-ca szefa puławskiej prokuratury.
– Zgłoszenie dotyczy naruszenia miru domowego. Chodzi o wdarcie się na teren instytutu po prowadzeniu w błąd wartownika. Tej osobie grozi za to grzywna, ograniczenie wolności lub pozbawienie wolności do roku – dodaje mł. asp. Ewa Rejn-Kozak z KPP w Puławach.
Dyrektor pokazał nam e-maila, którego 20 października wysłał do wszystkich pracowników instytutu. Przypomina w nim w nim o „zagrożeniach i prowokacjach”, których ofiarą może paść puławski PIWet.
Niemczuk przypomina podwładnym o zakazie wpuszczania na teren instytutu i poruszania się po nim „osób postronnych”. Nakazuje również, by każde wejście takich osób było rejestrowane i poprzedzone uzyskaniem zgody dyrekcji. A goście, którzy nie przychodzą ze względów merytorycznych, byli przyjmowali „na wygodnych kanapach przed recepcją”.
Podejrzani są m.in. dziennikarze. – Można wyobrazić sobie sytuację, kiedy ze świadomym lub nieświadomym współudziałem naszego hipotetycznego pracownika, na teren instytutu wejdzie na przykład dziennikarz, celem osiągnięcia zamierzonego celu – przestrzega szef PIWetu. – Proszę wykazać czujność i nie dać się w nic wmanewrować.
Kopię tego e-maila dyrektor Niemczuk wysłał również do Centrum Zarządzania Kryzysowego w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
– Zapoznaliśmy się z tym dokumentem – przyznaje Mieczysław Mosakowski, dyrektor departamentu zajmującego się zarządzaniem kryzysowym w resorcie rolnictwa. Informacja z Puław została przesłana do ministra Krzysztofa Jurgiela.
Według szefa PIWetu ostatnie doniesienia prasowe (sąd skazał pracownicę kancelarii instytutu, która przywłaszczyła sobie ok. 150 tys. zł) to przykład działań mających na celu „destabilizację pracy instytutu”.
– To jest z góry zaplanowana akcja skierowana także bezpośrednio przeciwko mnie – podkreśla dyrektor Niemczuk.
PIWET
Jedyna tego typu placówka w Polsce. Państwowy instytut badawczy, który prowadzi badania naukowe w zakresie medycyny weterynaryjnej ze szczególnym uwzględnieniem diagnostyki i profilaktyki chorób zakaźnych. PIWet jest krajowym ośrodkiem referencyjnym w zakresie oceny sytuacji epidemiologicznej w kraju oraz prowadzi urzędową kontrolę i badania przedrejestracyjne weterynaryjnych preparatów biologicznych.
– O tym, że może dojść do prób destabilizacji pracy instytutu dowiedziałem się 20 października, a kilka dni później nastąpiły dwie próby wtargnięcia na nasz teren. Służby ochrony, uprzedzone przeze mnie, zareagowały w sposób właściwy, a pismo w tej sprawie zostało przekazane do prokuratury – mówi dyrektor.
Kto i w jakim celu próbował dostać się na teren państwowej firmy?
– Nie mogę powiedzieć nic więcej, bo trwa w tej sprawie dochodzenie. Byłem już na tę okoliczność przesłuchany, sprawa jest w toku – stwierdza Niemczuk.
– Otrzymaliśmy zawiadomienie w tej sprawie – potwierdza Katarzyna Abramowicz, z-ca szefa puławskiej prokuratury.

















Komentarze