Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Rodzice czekali z dziećmi w szpitalu trzy godziny. W końcu zrezygnowali

– Czekaliśmy trzy godziny na pomoc medyczną – alarmuje ojciec dwojga małych dzieci, który pojechał z nimi na oddział ratunkowy Dziecięcego Szpitala Klinicznego. DSK odpowiada, że dzieci nie wymagały natychmiastowej pomocy. Za to inni pacjenci, owszem.
Rodzice czekali z dziećmi w szpitalu trzy godziny. W końcu zrezygnowali
Szpital wyjaśnia, że personel wstępnie ocenił stan dzieci, nie wymagały pilnej pomocy, więc rodzice
Mężczyzna tłumaczy, że 12 marca dwoje jego młodszych dzieci źle się czuło. Trzymiesięczne niemowlę przez cały dzień wymiotowało. Starszy, niespełna dwuletni chłopiec, nie mógł spać i mocno kaszlał, a miesiąc wcześniej chorował na zapalenie pług i anginę. – Po powrocie z pracy zabrałem żonę wraz z dziećmi do szpitala dziecięcego, bojąc się, że niemowlę może się odwodnić, a to może skutkować nie tylko pogorszeniem jego stanu zdrowia, ale nawet i śmiercią – tłumaczy ojciec. Na Szpitalny Oddział Ratunkowy dotarli po godz. 19. Mężczyzna twierdzi, że już od pracownicy rejestracji usłyszał, że powinien się zgłosić do lekarza rodzinnego, a nie do szpitala. Kazano mu potem czekać na holu. Z jego relacji wynika, że razem z dziećmi spędził tam dwie i pół godziny. W końcu najpierw jego żona, a potem on sam, zajrzał do gabinetu lekarza. Oboje mieli ponownie usłyszeć, że powinni byli zgłosić się z dziećmi do przychodni. – Czekaliśmy jeszcze 20 minut i wobec dalszego braku zainteresowania moimi dziećmi opuściliśmy SOR po prawie trzech godzinach oczekiwania na pomoc medyczną, której nie otrzymaliśmy – podsumowuje mężczyzna. Następnego dnia rodzice poszli z dziećmi do przychodni. Szpital odpiera te zarzuty. Wyjaśnia, że personel wstępnie ocenił stan dzieci, nie wymagały pilnej pomocy, więc rodzice zostali uprzedzeni, że będzie trzeba czekać. W pierwszej kolejności przyjmowane były dzieci w cięższym stanie. Szpital wyjaśnia też, że rodzina spędziła na SOR maksymalnie godzinę i czterdzieści pięć minut. Dzieci zostały wyczytane i wezwane do gabinetu o 21.30, ale już ich nie było. DSK szacuje, że 70 proc. pacjentów, którzy trafiają na tutejszy SOR, powinno się zgłaszać do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Muszą więc czekać w kolejce, ale za to nie są odsyłani z kwitkiem. \"Kolejka oczekujących przed gabinetem lekarskim może być często złudna – krótka kolejka nie świadczy o tym, że w SOR nie ma pacjentów. Pacjenci przyjęci przez lekarza dyżurującego znajdują się po niewidocznej już stronie oczekujących w SOR tj. obszarze obserwacyjnym, wewnętrznym korytarzu oczekując na wyniki badań, w sali wybudzeń, sali resuscytacyjnej, sali zabiegowej czy w izolatce. Tymi pacjentami też musi zająć się lekarz dyżurujący” – czytamy w wyjaśnieniu przesłanym przez DSK.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama