NIK sprawdzała zabezpieczenie sieci kolejowej przez służby ratunkowe. Wyniki nie napawają optymizmem.
Dominik Smaga
09.04.2013 19:49
Mimo zastrzeżeń, w porównaniu z innymi częściami Polski nie wypadamy najgorzej (Maciej Kaczanowski)
W komendach straży pożarnej w powiatach liczących ponad 200 tys. mieszkańców były duże braki w wyposażeniu. W Krasnymstawie, Łukowie i Rykach brakowało silnych agregatów prądotwórczych. Nie było lokalizatorów ognia i temperatury, piły do betonu i stali (Łuków), skokochronu (Krasnystaw i Ryki), a nawet generatorów piany, czy ciężkich ubrań żaroodpornych.
Niezgodne z przepisami było też wyposażenie trzech komend powiatowych (Biała Podlaska, Łuków, Ryki), po których terenie towary niebezpieczne jadą przez lasy i tereny z drogami gruntowymi. Nie było tam ciężkich, specjalistycznych wozów gaśniczych, ciężkich żurawi, pojazdów terenowych oraz wozów ratownictwa medycznego. Do tych zarzutów straż ma się odnieść w środę.
NIK wytyka też Komendzie Wojewódzkiej PSP, że nie znała liczby i rozlokowania ratunkowych służb kolejowych. Do nich zresztą też ma wiele uwag. Obsada stacjonującego w Lublinie pociągu ratowniczego była za mała o sześć osób. – To bardziej kwestia interpretacji. Ludzie byli wyszkoleni, ale nie mieli zapisów w świadectwie. Teraz wszystko się zgadza – mówi Zygmunt Grzechulski, dyr. Zakładu Linii Kolejowych w Lublinie.
Na jaw wyszło też, że wspomniany pociąg nie mógł osiągać minimalnej wymaganej prawem prędkości 80 km/h, czemu zdaniem NIK winny był zły stan techniczny. – Prędkość zaniżał stan nadprogramowego żurawia, który dostaliśmy \"w spadku” po innym pociągu – wyjaśnia Grzechulski. I zastrzega, że problemów już nie ma.
Błędów wskazanych przez NIK jest więcej: w Lublinie przez 2,5 roku używano pojazdu drogowo-torowego Unistar, który nie miał odpowiedniej dokumentacji. Mimo to wziął udział w ośmiu akcjach. Lubelski Zakład Linii Kolejowych przez ponad dwa lata nie składał miesięcznych sprawozdań – stwierdzają kontrolerzy.
Komentarze