Sinice znów wyrzucają ludzi z Zalewu Zemborzyckiego
Są wyniki badania próbek wody pobranej z Zalewu Zemborzyckiego. Woda nie nadaje się do kąpieli. Po obu stronach zbiornika pojawiły się czerwone flagi.
- 07.08.2013 18:55
Badania zostały przeprowadzone w laboratorium Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Lublinie. Została nim poddana woda pobrana w kąpieliskach Wrotków i Marina. W obu przypadkach stwierdzono obecność sinic. Obecne są także zielenice, okrzemki, bruzdnice oraz kryptofity – informuje Miłosz Bednarczyk, rzecznik Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji.
MOSiR już w zeszłym tygodniu zamknął oba kąpieliska. Taka decyzja zapadła po tym, jak w wodzie pojawiła się duża ilość glonów. A zamknięcie kąpielisk MOSiR określał jako „dmuchanie na zimne” do czasu otrzymania wyników badania próbek wody.
Wyniki są złe, więc kąpieliska będą zamknięte. – Na obu została wywieszona czerwona flaga, która oznacza zakaz kąpieli w zalewie. Zakaz obowiązuje do odwołania – dodaje Bednarczyk. – Na pewno będą kolejne badania wody, bo chcielibyśmy móc ponownie otworzyć kąpieliska w te wakacje.
Choć zabroniona jest kąpiel, to nadal można korzystać z wypożyczalni sprzętu wodnego i pływać np. rowerami wodnymi lub kajakami.
Związki chemiczne wytwarzane przez sinice powodują zmiany na skórze: rumień, pokrzywkę i świąd. U osób kapiących się może wystąpić również zapalenie spojówek, a wypicie zanieczyszczonej sinicami wody może być przyczyną dolegliwości pokarmowych, bólu brzucha, gorączki połączonej z dreszczami, duszności, a nawet zapalenia płuc.
Sinice nie są w zalewie nowym problemem. Przez kilka lat ich obecność w wodzie uniemożliwiała kąpiele. Winą za to obarczana była m.in. zbyt liczna populacja leszczy żywiących się zooplanktonem, który z kolei niszczy sinice. Rozwojowi glonów sprzyjało też zanieczyszczenie wody związkami organicznymi. Chodzi m.in. o nawozy spływające z pól uprawnych, jak również fekalia przesiąkające z nieszczelnych szamb.
Kilka lat temu do Ratusza zgłaszały się firmy oferujące zakup specjalnych preparatów chemicznych niszczących glony. Nie było jednak pewności, że szkody spowodowane przez chemikalia nie będą większe od korzyści.
Część producentów nie chciała nawet ujawnić składu oferowanych preparatów. Urzędnicy zdecydowali się na maty ze słomy jęczmiennej, które zatopiono w wodzie tak, by odgradzały kąpieliska od reszty akwenu. Słoma miała wydzielać substancje, których sinice nie lubią. Dodatkowo Ratusz zaczął wpuszczać do zbiornika ryby drapieżne: szczupaki i sumy.
Reklama

Komentarze