Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Towarzyszki i towarzysze! Do siego roku!

Imprezy sylwestrowe w czasach PRL-U imponowały rozmachem. W Lublinie odbywały się bale, na których bawiło się nawet tysiąc osób. Tylko nieliczni spędzali Sylwestra w domu. Dzisiaj duże bale są rzadkością, a wiele osób zasypia tego dnia przed telewizorem – na długo jeszcze prze północą.
Towarzyszki i towarzysze! Do siego roku!

W pierwszych powojennych latach imprezy sylwestrowe w Polsce miały często oficjalny i wzniosły charakter. Brali w nich udział nie tylko ówcześni partyjni dygnitarze, ale i przodownicy pracy. Zapraszano na nie również ludzi kultury i nauki, towarzystwo było starannie selekcjonowane. Były przemówienia, toasty, które nawiązywały bardziej do politycznych wieców pierwszomajowych niż do szampańskiej zabawy. Nie brakowało toastów za zdrowie Kraju Rad, Stalina czy Lenina. Nawet dekoracje były temu poświęcone. Grano i tańczono – zgodnie z ówczesną ideologią – przy poczciwych mazurkach i oberkach. Żadnej imperialistycznej muzyki. Tak było na większości oficjalnych balach w Lublinie. 

Sylwestrowe menu – tradycyjne. Królowały sałatki warzywne, galaretki z nóżek, śledziki w różnej postaci i nieśmiertelny bigos, który podawano zazwyczaj po północy. Do tego często czerwony barszczyk. W bardziej wykwintnym wydaniu nie mogło zabraknąć klasycznego tatara, mięs w galarecie, pasztetów, roladek i pieczeni. Posiłki miały być przede wszystkim zagryzką do czystej wódki. Bo jej, jak i radzieckiego „szampana", nie mogło zabraknąć na stole. Na „popitkę” najbardziej nadawała się gazowana słodka oranżada.

Z czasem bale zaczęły tracić na popularności. Coraz więcej Polaków decydowało się na domowe imprezy. Odgłosy wesołej zabawy słychać było do późnej nocy. O północy – zamiast nieznanych jeszcze petard – popularne były choinkowe sztuczne ognie. W telewizji życzenia noworoczne składali popularni wówczas prezenterzy – Krystyna Loska i Jan Suzin.

Dzisiaj bale przeszły do lamusa, a Polacy z rozrzewnieniem wspominają dawne imprezy noworoczne. 

A jak one wyglądały przed laty w Lublinie? Prześledźmy archiwalne materiały prasowe z tamtych czasów.

LOKAL NIE ZOSTAŁ ZANIECZYSZCZONY

W latach 50. i 60. ub. w. dużym powodzeniem cieszyły się sylwestrowe szaleństwa m. in. w Domu Kultury Kolejarza przy ul. Kunickiego. Kolejarze bawili się także w budynku dyrekcji przy ul. Okopowej. Razem w tych miejscach bawiło się 400 par. 

W 1958 r. – jak pisała ówczesna praca – na balu w restauracji „Europa” stwierdzono ze zdumieniem, że „lokal po raz pierwszy nie został zanieczyszczony”, a w „Polonii” – według relacji bufetowej – największym powodzeniem cieszył się tatar, a alkohol – o dziwo – dużo mniejszym. Sportowcy bawili się m.in. w pawilonie „Lublinianki”, gdzie do tańca grał m.in. Witold Miszczak, znany jazzman i późniejszy dziennikarz lubelskiej telewizji.

W 1961 r. doszło do dużej awarii prądu w mieście. Zepsuł się transformator w rozdzielni przy ul. Abramowickiej. Wiele kobiet spóźniło się wówczas na swoje bale. Do awarii prądu doszło wtedy, kiedy wiele z nich siedziało w zakładzie fryzjerskim, czekając z mokrymi głowami na suszenie włosów. Tego sylwestra niemile wspominali uczestnicy balu prawników, bo o godz. 22 w bufecie serwowano już tylko śledzie oraz kiełbasę. Zabrakło nawet chleba.

1962 r. – w „Fafiku” (późniejsza „Karczma Słupska”) do wyboru było 15 dań, w tym bażant. Jedyny bal bezalkoholowy zorganizował Lubelski Dom Kultury. Odbył się w Liceum Plastycznym. Po całonocnych imprezach, kiedy zamykano restauracje, tłumy lublinian odwiedzało dworcowy bar, gdzie wypijano ostatnie piwo. Stąd też ówczesna milicja wywiozła najwięcej nietrzeźwych.

ARTYŚCI W NORZE

1963 r. – w całym mieście odbyło się jedynie 20 balów. Na jednym z nich – w szkole na LSM-ie rekordy popularności biły lody bakaliowe. W ten sylwestrowy wieczór członkowie lubelskiego automobilklubu odwiedzili milicjantów, pełniących dyżury na rogatkach miasta i wręczyli im upominki: ciepłe, skórzane rękawiczki. 

1967 r. – lubelska prasa donosiła o dantejskich scenach pod sklepami spożywczymi. Ogromne kolejki, kłótnie i awantury klientów szturmujących stoiska z alkoholem spowodowały, że musiała interweniować milicja. Jedną z najbardziej udanych imprez sylwestrowych był bal z okazji 650-lecia Lublina, zorganizowany w klubie „Azory” przez Miejski Dom Kultury.

1968 r. – rekordowym pod względem frekwencji był bal ZBoWiD-u (Związku Bojowników o Wolność i Demokrację) w szkole przy ul. Lipowej, na którym bawiło się ponad 1000 osób. Tańczono na dwóch salach, przy dwóch orkiestrach. Bufety były zorganizowana w salach lekcyjnych. W popularnym klubie „Nora” przy Krakowskim Przedmieściu, bawili się m.in. Piotr Szczepanik i Kazimierz Grześkowiak z żonami. W „Teatrze Relaks” na balu MDK grała z kolei orkiestra strażacka z Nałęczowa w galowych mundurach i hełmach. Powodzeniem cieszyły się także seanse filmowe w Kosmosie i Wyzwoleniu. W tym pierwszym można było obejrzeć trzy filmy: „Dwa tygodnie we wrześniu”, prod. francusko-angielskiej, amerykański „Strzały o zmierzchu” i „Beczka prochu” prod. japońskiej.

1969 r. – największym powodzeniem cieszyły się imprezy w domach. Sylwester był mroźny – w Lublinie temperatura spadła poniżej 20 stopni. Jeden z najbardziej udanych bali odbył się w Domu Technika, gdzie o stronę kulinarną zadbała restauracja Wisła. Kilkaset osób, sami pracownicy wyższych uczelni, spędziło Sylwestra w Chatce Żaka. Nie było wolnych miejsc w Stylowej, Pikolo, Astorii, Europie, Powszechnej, Wiśle i Pod Fafikiem.

SPORTOWCY – W HALI

1971 r. – w hali MOSiR przy Al. Zygmuntowskich odbył się bal sportowców, w którym brylowali znani lubelscy koszykarze: Edward Ignerski, Władysław Brzozowski czy Jerzy Plebanek. W hotelu Unia z kolei gości zabawiali artyści operetki z Lublina i Warszawy.

1972 r. – lublinianie bawili się przy takich przebojach, jak „Do zakochania jeden krok” Andrzeja Dąbrowskiego, „To był świat w zupełnie starym stylu” Urszuli Sipińskiej oraz „Taki dzień się zdarza raz” Zdzisławy Sośnickiej.

1974 r. – w restauracji „Powszechna” bawili się m.in. młodzi aktywiści Związku Młodzieży Socjalistycznej. Reporterzy „Kuriera” podkreślili, że pełne ręce roboty mieli lubelscy fryzjerzy. W zakładzie przy Krakowskim Przedmieściu 42 od rana pracowało 6 fryzjerek i 4 fryzjerów. Bale odbyły się także w zakładach pracy, m.in. w Lubelskiej Fabryce Maszyn Rolniczych – w świetlicy zakładowej – tańczyło 240 osób. Każdy przyniósł ze sobą coś do jedzenia. 400 osób bawiło się na balu przodowników pracy w stołówce przy ul. Langiewicza.

1976 r. – oberwało się MPK. Mieszkańcy Lublina, którzy wybierali się na sylwestrowe imprezy po godz. 21 nie mogli już liczyć na komunikację. Autobusy i trolejbusy już o tej porze nie kursowały. Znalezienie wolnej taksówki też graniczyło z cudem. Najbardziej okazały bal – z udziałem prezydenta Stanisława Bory – odbył się w gmachu LDK.

1977 r. – w Komendzie Wojewódzkiej MO bawiło się 500 osób, w Akademii Rolniczej 450, Zakładowym Domu Kultury FSC – 200 osób, a u budowlanych w hotelu na Pogodnej ponad 300.

NAJWYSTAWNIEJ – W VICTORII

1978 r. – Polska została sparaliżowana przez gwałtowny atak zimy. Wielu lublinian miało problemy nie tylko z dotarciem, ale i z powrotami z imprezy. Wiele dróg było nieprzejezdnych, a komunikacja sparaliżowana. Za wystawny bal w Victorii trzeba było zapłacić 2 tys. zł od pary (trochę więcej niż najniższa wówczas pensja) 

1979 r. – Sylwester przejdzie do historii jako niechlubny dzień rodzimego handlu. W lubelskich sklepach zabrakło bowiem szampana. W salę balową przemienił się Teatr Osterwy. Żeby zmieścić wszystkich gości, zdemontowano 220 krzeseł, a tańczono na scenie. Największy bal młodzieżowy odbył się w Dworku Grafa, na którym bawili się m.in. aktywiści Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej oraz z WSS Społem.

W stanie wojennym, z okazji Nowego Roku Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego zniosła godzinę milicyjną, żeby rodacy mogli świętować. Lublinianie spędzili ten czas w domach, na prywatnych imprezach. Brakowało alkoholu, w związku z czym na potęgę pędziliśmy bimber według „przepisu Bitwa pod Grunwaldem” (1410 r.): 1 kg cukru, 4 litry wody, 10 dkg drożdży.

1986 r. – najdroższy Sylwester odbył się w „Unii” i kosztował 15 tys. zł od pary (średnia pensja wynosiła wówczas ok. 24 tys. zł.). Co ciekawe, ostatni dzień roku spędziła w Lublinie 38-osobowa grupa z Algierii. Wówczas także doszło do awarii ciepłowniczej na Czechowie i wielu mieszkańców tej dzielnicy spędziło domowego Sylwestra przy zimnych kaloryferach. 

1987 r. – w Świdniku, tuż przed 31 grudnia, rozeszła się pogłoska, że do miasta ma przyjechać ekipa Teleexpressu, aby filmować bawiących się w Sylwestra świdniczan. To spowodowało, że w centrum miasta zjawiło się ok. 8 tys. osób. Teleexpressu wprawdzie nie było, ale zabawa na świeżym powietrzu (przy dodatniej temperaturze) była udana.

1988 r. – jedna z największych imprez sylwestrowych odbyła się w „Dworku Grafa”, gdzie bawiło się 250 osób. Przebojem był wówczas 50-letni utwór „Tylko we Lwowie”, który grano 14 razy. Dużym powodzeniem cieszył się w tym lokalu bułgarski szampan po 2,1 tys. zł, podczas gdy za podobny w sklepie trzeba było zapłacić ponad 4,7 tys. zł.

PIERWSZE LATA PO PRL

1992 r. – Nie wszystkich lublinian nie było stać na noworoczne szaleństwa, za które trzeba było zapłacić 2-2,5 mln zł (zarabialiśmy wtedy niecałe 3 mln zł miesięcznie). Największy bal odbył się wówczas w kasynie Max przy ul. Północnej, gdzie bawiło się pół tysiąca osób. Na balu w Teatrze Osterwy (wstęp 2,5 mln zł) jedną z największych atrakcji był striptiz.

1993 r. – tysiące lublinian witało nowy rok na pl. Litewskim. Nie obyło się bez awantur. Napotkany prze reportera Rosjanin na pytanie, jak mu się podoba impreza w Lublinie odpowiedział: „niemnożko smieszno, niemnożko straszno”… Na balu w Unii dużym powodzeniem cieszyły się kuleczki z cielęciny, ze specjalnym sosem, podane w koszyczku oraz warkocz polędwiczki zapiekany z serem i polany keczupem. W dworku w Jakubowicach bawili się głównie lekarze, dziennikarze, biznesmeni i prawnicy. W Sylwestra „poszło” tu 100 kg mięsa i wędlin oraz 100 litrów wódki, nie licząc innych alkoholi.

1995 r. – dokładnie trzydzieści lat temu najwięcej ViP-ów bawiło się w kasynie wojskowym. W roli gospodarza wystąpił gen. Brunon Herman, a poloneza poprowadził ówczesny wtedy wiceminister kultury Zdzisław Podkański, a w drugiej parze wojewoda lubelski Edward Hunek. Dalszy korowód tworzyli m.in. dyrektor UW Marek Pomorski i dziekan Wydziału Prawa UMCS prof. Marek Kuryłowicz. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama