W drużynie mistrza Polski pojawiły się problemy kadrowe. Z powodów zdrowotnych tylko na pozycji libero mógł zagrać nominalny atakujący Mateusz Malinowski, który miał kłopoty z plecami. Problemy z barkiem dotknęły innego atakującego, Kewina Sasaka. Z kolei środkowy Daenan Gyimah, z powodu choroby, pozostał w hotelu. W tej sytuacji lublinianie grali na trzech przyjmujących.
Dla szkoleniowca lublinian, Stephane’a Antigui, powrót do hali w Bełchatowie był powrotem do przeszłości. W 2008 roku Francuz razem z trenerem Skry, Krzysztofem Stelmachem, wywalczyli mistrzostwo Polski. W sumie Antiga, jako zawodnik ówczesnej Skry, pięciokrotnie stawał na najwyższym stopniu podium. Szkoleniowiec jako trener gościł już w Bełchatowie z ONICO Warszawa, ale nie wygrał.
Spotkanie rozpoczęło się od błędu w zagrywce Fynniana McCarthy’ego. Gospodarze bardzo szybko odjechali na 4:0. Natychmiast o przerwę w grze poprosił Antiga. Na 5:0 podwyższył Arkadiusz Żakieta. Pierwszy punkt dla lublinian zdobył Wilfredo Leon (5:1). Gospodarze zablokowali atak Leona (8:4), chwilę później lubelski blok powstrzymał Żakietę (9:5).
Bełchatowianie kontrolowali przebieg spotkania. Skra prowadziła 11:8, 12:9. Mistrzowie nie poddawali się. Po ładnej akcji i ataku Hilira Henno zbliżyli się na 12:11. Chwilę później był już remis 12:12. O przerwę w grze poprosił opiekun Skry, Krzysztof Stelmach. Po zablokowaniu Żakiety Bogdanka LUK objęła, po raz pierwszy w meczu, prowadzenie (13:12).
Do końca partii otwarcia mistrzowie dominowali w wielu elementach siatkarskiego rzemiosła. Set zakończył się atakiem Wilfredo Leona (25:20).
Drugi set rozpoczął się od prowadzenia miejscowych 3:1. Na 3:2 atak skończył Leon. Szybko pojawił się remis: 4:4, 5:5, 7:7. W pewnym momencie na dwa, a nawet trzy punkty odskoczyli miejscowi (12:9, 13:11). Kiedy do gry na poważnie, w polu zagrywki wkroczył Leon, lublinianie od razu wyszli na 16:13. Atak Jakuba Wachnika dał prowadzenie 17:14. Przy wyniku 19:14 o drugą przerwę w grze poprosił trener Stelmach.
Przy prowadzeniu lublinian 20:16 w zespole gospodarzy wszedł z ławki do gry Brazylijczyk Alan. Powoli set zbliżał się do zakończenia. Ostatni punkt zdobył Leon, który obił bełchatowski blok (25:19).
Do wygranej mistrzowie Polski potrzebowali tylko jeszcze zwycięstwa w trzeciej odsłonie. Bardzo szybko lublinianie odjechali na 5:1. Obrońcy trofeum prowadzili już 10:5, 11:7, 14:8. McCarthy skończył atak na 16:9, a Leon zablokował Łukasza Wiśniewskiego (17:11). Set i mecz zakończył się zepsutą zagrywką Kamila Krzysiaka (25:16).
- Odczuwamy duże zmęczenie, ale czujemy się bardzo szczęśliwi z wygranej. Mamy trzech przyjmujących, możemy rotować ustawieniem w związku z kłopotami z atakującymi - powiedział po meczu przyjmujący Bogdanki LUK, Wilfredo Leon.
- Najbardziej zaskoczyła nas słaba postawa. Zagraliśmy źle i to nas nie usprawiedliwia. Z rywalem takim, jak Bogdanka nikt nie wybacza błędów. My dołożyliśmy jeszcze swoje. Musimy grać lepszą siatkówkę - stwierdził Grzegorz Łomacz, rozgrywający Skry.
- Jestem zaskoczony, myślałem, że ten mecz będzie trudniejszy. W ustawieniu na trzech przyjmujących odbyliśmy tylko jeden trening. Dobrze byliśmy przygotowani do takiej gry. Obawiałem się tylko czy nie popełnimy błędów ustawienia. To doświadczenie powinno procentować w przyszłości. Mamy w naszym zespole coś wyjątkowego. To jest szczęście być w nim. Najważniejsza jest pokora. Jesteśmy pewni siebie, ale może być drużyna, która też jest pewna siebie i może być od nas lepsza - powiedział kapitan lublinian Marcin Komenda.
PGE GiEK Skra Bełchatów - Bogdanka LUK Lublin 0:3 (20:25, 19:25, 16:25)
PGE GiEK Skra: El Graoui (8), Żakieta (6), Lemański (9), Pothron (7), Łomacz (1), Szalacha, Szymura (libero) oraz Kędzierski (libero), Souza Alan(1), Wiśniewski (2), Krzysiek (1), Kubicki, Szymendera.
Bogdanka LUK: Henno (11), Komenda (1), Wachnik (6), Leon (24), Grozdanov (5), McCarthy (8), Hoss (libero) oraz Prokopczuk.

















Komentarze