– Głęboko nie zgadzamy się z tym stwierdzeniem. To jest bardzo krzywdzące i ociera się o próbę politycznego wykorzystywania działalności tej pracowni – powiedział Stawiarski.
Spór wokół tytułu ambasadora trwa od kilku tygodni. Wcześniej przedstawiciele środowisk narodowych i część polityków Konfederacji zarzucali dr Bober m.in. manipulacje historyczne i wywieranie nacisków na samorządowców w sprawie montowania tablic upamiętniających ofiary Akcji Reinhardt.
Pojawiła się również otwarta krytyka za sposób funkcjonowania Pracowni w mediach społecznościowych – cytowane były bulwersujące wpisy, w których konto Pracowni, prawdopodobnie rękami pani Bober, odpowiadało na komentarze. Przykładowo na komentarz:
„mam nadzieję, że również zainteresujecie się nad holokaustem Palestyńczyków (faktycznych semitów), którzy są mordowani przez nazistów syjonistycznych od 80 lat”
konto Pracowni odpowiedziało tak:
„obecnie badamy jaki udział miała Pana rodzina w mordowaniu Żydów i przejmowaniu ich majątku, cierpliwości…”.
Podobnych przykładów jest więcej…
„Nikogo nie zmuszałem”
Marszałek odniósł się bezpośrednio do zarzutów, jakoby Urząd Marszałkowski miał wywierać presję na wójtów i burmistrzów.
– Kiedy zarzuca się, że ja kogoś zmuszam do przyjęcia tablicy i wykorzystuję swoją pozycję, to jest to wierutne kłamstwo. Chciałbym, żeby panowie politycy dali mi dowody. Mogę w każdym sądzie spotkać się z każdym z nich – oświadczył.
Stawiarski podkreślił, że inicjatywa montowania tablic upamiętniających dotyczy miejscowości, w których przed wojną żyli polscy Żydzi zamordowani przez Niemców w ramach Akcji Reinhardt.
– Ta tablica ma być w miejscu widocznym, żeby młody Polak zobaczył, że tu mieszkali kiedyś polscy Żydzi i zostali zamordowani nie przez Polaków, tylko przez Niemców. To jest żywa lekcja historii – mówił.
Marszałek kilkukrotnie akcentował, że odpowiedzialność za zbrodnie ponoszą Niemcy. – To byli Niemcy, nie żadni enigmatyczni naziści – powtarzał.
Spór o wywiad dla „Jerusalem Post”
Jednym z wątków krytyki wobec dr Bober był artykuł w „Jerusalem Post”, w którym miały paść obraźliwe słowa wobec samorządowców. Marszałek przyznał, że to on udzielił wywiadu i wziął odpowiedzialność za użyte sformułowania.
– To ja dawałem ten wywiad i ja za te słowa odpowiadam. Pytanie brzmiało, czy spotykam się ze sprzeciwem wobec działalności upamiętniającej. Odpowiedziałem: „Zdarzają się incydenty. Idioci są temu przeciwni”. To są moje słowa – powiedział.
Jak zaznaczył, nie odnosiły się one do samorządowców, lecz – jak stwierdził – do osób sprzeciwiających się upamiętnieniom.
„Internet to ściek”
Stawiarski bronił także dorobku naukowego dr Bober, przywołując jej wcześniejsze publikacje, m.in. dotyczące bp. Ignacego Tokarczuka oraz działalności Kościoła w PRL.
– Jeśli niektórzy politycy sprowadzają panią profesor do magla internetowego, gdzie jest bezpardonowo atakowana, to ja w taką prawdę nie wierzę. Internet wszystko przyjmie. W przypadku pani profesor to jest po prostu ściek – mówił.
Marszałek zaznaczył, że działania pracowni służą „prawdzie historycznej” i budowaniu międzynarodowego wizerunku regionu.
Sabina Bober: „To nagonka”
Dr hab. Sabina Bober mówiła o osobistym wymiarze sporu.
– W Środę Popielcową kilku katolików postanowiło zrobić na mnie nagonkę. Ta nagonka trwa już trzy tygodnie – powiedziała.
Podkreśliła, że nie jest związana z żadną partią polityczną. – Jestem zwykłym człowiekiem. To, co osiągnęłam, osiągnęłam swoją pracą – mówiła, dodając, że jej działalność nie jest dochodowa. – Więcej wydaję na opiekę nad chorą matką po udarze – powiedziała.
Odpierała też zarzuty dotyczące rzekomej krytyki podziemia niepodległościowego.
– Ja się tą tematyką zawodowo nie zajmuję. Mój temat to są obecnie Żydzi. Wkłada się w moje usta słowa, które nigdy nie padły albo zostały wyrwane z kontekstu – stwierdziła.
Dr Bober podkreślała, że jej działalność koncentruje się na ochronie miejsc pochówku ofiar zagłady.
– Walczę o te kości, które są rozrzucone po naszej Lubelszczyźnie. Za to jestem permanentnie atakowana – mówiła.
Cmentarz w Turobinie i „doły śmierci”
Jednym z przykładów działań Pracowni ma być wpisanie terenu w Turobinie do ewidencji jako cmentarza wojennego.
– Tam są doły śmierci. Na moich oczach te kości były wydobywane. Dlaczego wcześniej nikt się tym nie zajął? – pytała dr Bober.
Marszałek dodał, że nie powinno się uprawiać ziemi na udokumentowanych nekropoliach. – Na żadnej nekropolii nie powinno rosnąć zboże – powiedział.
Pytania bez odpowiedzi
Niestety, zapowiadany briefing prasowy przerodził się w prezentację oświadczeń Stawiarskiego i Bober. Media nie otrzymały możliwości zadawania pytań, a marszałek zapowiedział, że do pytań może odnieść się pisemnie, po czym opuścił salę.
Polityczne tło
Spór o tytuł Ambasadora Województwa Lubelskiego wykracza poza lokalne środowiska narodowe i historyczne. Stał się instrumentem szerszej walki politycznej między Jarosławem Stawiarskim a Konfederacją, ale też opozycją wewnątrz struktur Prawa i Sprawiedliwości. Za głównego antagonistę Stawiarskiego uchodzi Przemysław Czarnek.
Marszałka oskarża się o uleganie „lewackim” i „antypolskim” narracjom oraz o promowanie badań i inicjatyw historycznych, które według nich rzekomo relatywizują rolę Polaków i winę Niemców w czasie II wojny światowej. Materiałom tym towarzyszyła ostra retoryka w mediach społecznościowych. Konflikt narasta, a trwająca w PiS walka o schedę po Jarosławie Kaczyńskim tylko podsyca bojowe nastroje – również na lokalnym gruncie. Trudno przypuszczać, by tytuł Ambasadora Województwa Lubelskiego był tutaj najważniejszy, podobnie jak trudno sądzić, że zostanie on odebrany pracowni doktor Bober.














Komentarze