• Przez lata w Brukseli o Lubelszczyźnie czy Podlasiu mówiono z lekką nutką troski: „ściana wschodnia”, „region na dorobku”. Dzisiaj, po wybuchu wojny za miedzą, inwestorzy patrzą na nas jak na strefę podwyższonego ryzyka, a nie miejsce do robienia biznesu. Unia nagle przejrzała na oczy? Ten dokument to realny plan ratunkowy czy kolejna „brukselska laurka”?
Beata Krzewińska: - To przede wszystkim twardy rachunek zysków i strat. Trzeba też powiedzieć, że na naszych oczach - i z naszej, lubelskiej inicjatywy oraz woli - rodzi się dziś kompleksowa polityka wschodniej flanki UE. Ten nowy unijny dokument nosi bardzo wymowny tytuł: „Silne regiony dla bezpiecznej Europy”. Skupia się on konkretnie na terenach przygranicznych sąsiadujących z Rosją, Białorusią i Ukrainą. Mówimy tu o pasie państw i regionów ciągnącym się od Finlandii i krajów bałtyckich, przez Polskę i Słowację, aż po Węgry, Rumunię i Bułgarię. Unia zrozumiała, że jeśli ta wschodnia flanka pęknie - gospodarczo czy społecznie - rykoszetem dostaną Berlin i Paryż. Ten dokument to koniec „polityki klepania po plecach”. Bruksela mówi wprost: granica pod Hrubieszowem czy Chełmem to wspólna, europejska sprawa. Eastern Flank Watch, czyli europejska tarcza powietrzna i systemy antydronowe, to ważny element całej koncepcji. Bez fizycznego bezpieczeństwa nikt tu nie postawi fabryki, a my nie będziemy mieli o czym rozmawiać.
• No właśnie - fabryki. Ale żeby były fabryki, muszą być ludzie. Tymczasem młodzi z regionu pakują walizki. Warszawa, Kraków, Londyn - tam szukają przyszłości, bo u nas czują oddech wojny na karku i widzą brak perspektyw. Strategia KE ma na to jakąś realną odpowiedź?
– Tu nie ma zaklęć, są mechanizmy. Komisja bije na alarm: wyludnianie się wschodu to zagrożenie dla bezpieczeństwa całego kontynentu. Dlatego nowa polityka to nie tylko tarcze antydronowe, lecz także „inwestycja w osiedlenie”. Bruksela chce współfinansować lokalne programy mieszkaniowe dla młodych. To ma być realna zachęta: „zostań tutaj — masz tanie finansowanie, masz szkołę i przychodnię na odpowiednim poziomie, bo dokładamy do tego miliardy”. Chodzi o to, żeby Lubelszczyzna nie stała się skansenem, lecz tętniącym życiem zapleczem.
• Przejdźmy do konkretów — infrastruktura. Lubelszczyzna stała się komunikacyjnym kręgosłupem dla „korytarzy solidarnościowych”. Kto zapłaci za te remonty i nowe trasy?
– I tu pojawia się unijne finansowanie zaplanowane właśnie z tą myślą. To absolutny przełom, bo Bruksela przestała udawać, że to tylko nasze lokalne problemy. Skoro staliśmy się kołem ratunkowym dla ukraińskiej gospodarki, Unia wykłada konkretne pieniądze za pośrednictwem polityki spójności oraz instrumentu „Łącząc Europę” (CEF). Mówimy o niemal 2 miliardach euro na wsparcie kluczowej infrastruktury, wzmocnienie łączności drogowej i kolejowej oraz zwiększenie przepustowości przejść granicznych. Unia bierze ten rachunek na siebie, bo zrozumiała, że bez tego w czasie kryzysu transporty po prostu staną. Dzięki tym środkom nasza sieć stanie się nowoczesnym europejskim węzłem transportowym.
• Przeciętny przedsiębiorca z Lubartowa czy Zamościa nie żyje ideami. Kredyt w Polsce jest drogi, a bliskość granicy sprawia, że banki kręcą nosami na ryzyko. Gdzie są te pieniądze, o których mowa w strategii?
– Pieniądze leżą na stole tej nowej polityki pod kilkoma szyldami. Mamy EastInvest - 28 miliardów euro na lata 2026-2027. To realna platforma z udziałem Europejskiego Banku Inwestycyjnego, która ma „odczarować” ryzyko inwestycyjne. Do tego dochodzi instrument SAFE, czyli swoisty unijny sejf oferujący miliardy euro w pożyczkach na cele bezpieczeństwa, z których większość jest wstępnie zarezerwowana właśnie dla państw wschodniej granicy. Najważniejsze jednak w długiej perspektywie jest to, że w nowym unijnym budżecie na lata 2028-2034 krajowe i regionalne plany będą miały obowiązek uwzględniania specjalnej, odrębnej ścieżki finansowania i wsparcia dla regionów przygranicznych. To gwarantuje, że te pieniądze zostaną u nas.
• A rolnicy? Lubelszczyzna rolnictwem stoi, a ostatnie lata mocno dały się rolnikom we znaki. Rynek jest rozchwiany. Co dla nich wynegocjowano w tym unijnym rozdaniu?
– Rolnictwo to niezwykle ważny element tej układanki. Bruksela przyznaje, że zabezpieczenie produkcji rolnej na wschodzie to kwestia bezpieczeństwa żywnościowego Europy. Po pierwsze: dostajemy zielone światło na zwiększenie o 5 proc. puli dopłat (wsparcia powiązanego z produkcją) specjalnie dla rolników z terenów przygranicznych. To konkretne pieniądze na kontach gospodarzy. Po drugie: cięcie kosztów produkcji - np. poprzez umożliwienie przerabiania własnych odpadów na energię i naturalny nawóz. Do tego dochodzą specjalne unijne strategie odnowy pokoleniowej, aby młodzi nie uciekali ze wsi.
• Rynki wschodnie - Białoruś, Rosja - są dla nas zamknięte. W którą stronę mamy patrzeć?
– Patrzymy na Ukrainę, ale jako partnera w ramach wielkiego europejskiego rynku. Wszystkie środki, które kiedyś szły na współpracę z Mińskiem czy Moskwą, zostały przesunięte. Lubelszczyzna ma być hubem - bramą, przez którą Ukraina kiedyś wejdzie do unijnej gospodarki. To my mamy trzymać klucze do tej bramy i na tym zarabiać. Ta strategia to nasz bilet z peryferii prosto do centrum europejskich wydarzeń. Albo wykorzystamy tę szansę teraz, albo zostaniemy w ogonie na kolejne dekady.














Komentarze